RSS
 

Rok później

24 sie

- Sprawa numer 3323. Rajmund Derfuss, Wilkołak. Aktualne miejsce pobytu, obóz odosobnienia dla Wilkołaków i Dementorów, wyspa Hirta. Zarzymany 23 kwietnia roku ubiegłego w związku z rozruchami wilkołaków na Nokturnie przeciwko Ministerstwu Magii….

Młody urzędnik siedział zgarbiony nad grubą teczką dokumentów i ścinków gazet w niemal pustych ławach sali rozpraw numer 3. Pomimo niewiele ponad 20 lat na karku, jego kruczoczarne włosy przeplecione były dwoma, wąskimi pasemkami siwych włosów. Zatopiony w myślach nie zwracał uwagi co się dzieje w około.

- … czy świadek obrony ma coś do dodania. Świadek obrony? Panie Potter?!

- Nie, Panie przewodniczący. Nie mam nic do dodania.

- Wyrok podtrzymany. Rozprawa numer 3333, Lucjusz Malfoy, Aktualne miejsce pobytu Azkaban. Aresztowany dnia…

Harry Potter przełożył na bok plik dokumentów sięgając po wyblakły wycinek Proroka Codziennego. „Skandal w Ministerstwie Magii. Poszukiwany morderca Aurorem!” Dwa zdania pulsowały naprzemiennie wielkimi literami. Nagłówek był sprzed 13 miesięcy, ale Harremu nadal przewracało się od niego w żołądku.

Słońce już niemal w całości wyłoniło się znad horyzontu, kiedy do Harrego podeszła, lekko się zataczając mocno zdyszana Marietta.

- Muszę ci coś powiedzieć, szefie.

- Dzisiaj nie pracuję, więc jestem Harry.

- Jednak wolę ci powiedzieć szefie, bo widzisz, chodzi o tą sprawę Korneliusza Knota – zamilkła rozglądając się szybko czy nikt aby nie może ich podsłuchać.

- Co z nią.

- To ja go zabiłam – wypaliła bez zastanowienia.

Harry odstawił delikatnie szklankę na powoli przelatującą tacę.

- Wiem

- Wiesz?! – Wyrwało jej się zbyt głośno. – Wiesz od kiedy?

- Nie chcę udawać, że jestem geniuszem w swoim fachu, ani że ty nie jesteś geniuszem zbrodni, ale wiem niemal od początku.

- Czemu nic nie zrobiłeś?

- Bo nie miałem dowodów.

- No to teraz już masz – Powiedziała smutno. – To taki prezent ślubny ode mnie.

- Posłuchaj mnie teraz uważnie. Jesteś pijana, więc bredzisz. Kiedy wytrzeźwiejesz, dajmy na to gdy tylko wrócę do pracy będziemy musieli odbyć tą rozmowę raz jeszcze. Idź teraz do Cho, złóż Urquhartowi wypowiedzenie pocztą i przez najbliższe powiedzmy pięćdziesiąt lat zwiedzajcie z Cho obce kraje. To taki prezent ślubny ode mnie. King tu idzie.

- Dziękuję – szepnęła po chwili rozpływając się w tłumie.

- …Czy świadek obrony ma coś do dodania?

- Wszystko, co miałem do powiedzenia jest w aktach, które są spójne i nie powinny budzić wątpliwości – Harry zgarną wszystkie dokumenty do teczki, wstając z zajmowanego miejsca. Sprawa Malfoya była ostatnią tego dnia.

- Pozwoliłeś uciec poszukiwanemu mordercy! – Niski głos Kingsleya niósł się po korytarzach Ministerstwa Magii, budząc niemałe poruszenie na kilku piętrach i w Lobby, na które wychodziły okna gabinetu. – W chwilę po tym, jak otwarcie przyznał się do popełnienia czynu.

- Nie – Harry odparł spokojnie.

- Nie? A co niby zrobiłeś? – Kingsley zdawał się być zbity z tropu, bynajmniej jednak nie mniej wkurzony. Towarzyszący wszystkiemu Roy zaś ściągnął brwi w skupieniu zastanawiając się co będzie dalej.

- Będąc po służbie zasugerowałem mocno pijanej przyjaciółce, że porozmawiamy o całej sprawie kiedy wytrzeźwieje i będę mógł wierzyć w jej słowa.

- I zamiast ją zatrzymać, pozwoliłeś zwiać?

- Byłem po służbie, na własnym weselu, gdzie notabene byliście wy obaj, Urquhart i połowa biura. Może przy okazji powiesz mi gdzie Urquhart?

- Zasugerowałem mu długi urlop – Wtrącił Roy.

- Czemu następnego dnia nie sprowadziłeś jej na przesłuchanie

- Bo byłem na miesiącu miodowym w Chinach, gdzie sam mnie łaskawie wysłałeś, King.

Minister wyglądał, jakby za chwilę miał eksplodować. Jego twarz zmieniała kolor z purpurowej na szarą i z powrotem.

- Marrietta Edgecombe zamordowała byłego Ministra Magii i uciekła.

- Marietta pod wpływem alkoholu powiedziała że go zabiła, a następnie zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach – uściślił Harry. – Niewinna, póki nie udowodni jej się winy.

- Nie cytuj mi tu Albusa, Potter! – Minister stracił panowanie nad sobą. – Jesteś zdegradowany, zawieszam cię w obowiązkach Aurora na…. do odwołania! Zespół szybkiego reagowania zostaje rozwiązany, a zagraniczni koledzy mogą się pakować i wio do domu! Wszczynam też śledztwo!

- O co?

- O wszystko! Wywrócę to biuro do góry nogami!

- Ministrze. Śledztwo musi mieć kierunek. – Roy wtrącił spokojnie.

- Przekroczenie uprawnień przy aresztowaniu! Ot i mamy kierunek.

- To będzie oznaczać ponowne otwarcie każdej sprawy i przesłuchania przed Wizengamotem.

- Więc lepiej, żeby sprawy okazały się czyste jak łza. Won, obaj!

Prasa miała używanie. Na ministerstwo i na Harrego personalnie rzuciły się wszystkie gazety magicznej Anglii. Nawet Żongler nie oszczędził ich po starej znajomości. Przez długie 13 miesięcy Harry nie prowadził ani jednej sprawy. Jego życie toczyło się niemal codziennie pomiędzy salą rozpraw, a domem, gdzie czekała na niego Ginny. Tak więc był to zarazem najgorszy i najlepszy rok jego życia.

- Cześć mężu – Ginny przywitała go ze śmiechem, przemykając po schodach domu przy Grimmauld Place 12 z mokrymi włosami. Najwyraźniej dopiero co wróciła z treningu Harpii.

- Cześć, żono! – Zawołał za nią. Był to taki ich ciągnący się żarcik. – Jak tam minął dzień? – Zapytał, kiedy znalazł się w kuchni.

- Błotniście i Gwenog straciła dwa zęby.

- Przecież ona jest trenerem.

- Gruppy, nowa pałkarka, odbiła tłuczka, a ten się omsknął na śliskiej pałce i poleciał w Gwenog.

- Brzmi logicznie.

- A co u ciebie?

- Nie pojawił się żaden nowy nagłówek o mnie, piąty dzień z rzędu.

- Idziemy na rekord?

- Dziś było przesłuchanie Malfoya, więc jutro będzie gęsto od nagłówków.

- Jak tam Lucjusz? Niezadowalająco dobrze – Ginny parsknęła w zupę.

- Jeszcze kilka lat i będzie zadowalająco źle. Jestem tego pewna. Przyjdziesz jutro na mecz?

- A żebyś wiedziała, że przyjdę. Gracie z Armatami, chłopakom przyda się wsparcie, roznosicie w tym sezonie każdego – Wyszczerzył się do Ginny, która pogroziła mu łyżką.

- Pańska zupa – Stworek zaskrzeczał przeciągle. Zupa jak zawsze była przepyszna.

Teraz tylko wypocząć na miękkiej kanapie, przy delikatnych dźwiękach radia, w towarzystwie żony.

___________________________________________________________________________________

Nie było mnie rok. Witajcie i przepraszam. Pisząc ostatnią notkę, dawno, dawno temu, obiecałem sobie i wam napisać wspaniały ślub i wesele Harrego i Ginny. To był błąd. To wydarzenie w mojej głowie było tak wspaniałe, że nie potrafiłem go ubrać w słowa. Napisałem conajmniej 10 wersji i każda z nich wylądowała w  koszu jako nie dość idealna.

Postanowiłem wreszcie, że pominę ślub i wrócę do naszej opowieści rok później, tak jak u nas czas upłynął, tak i upłynął on Harremu.

To, że nie pisałem opowiadań o Harrym, nie znaczy, że nie pisałem wcale. Już niedługo zaproszę was na mojego bloga, na którym będę publikował nie tylko wszystkie rozdziały opowiadania o Harrym jakie powstały i powstaną, ale i inne historie, które zrodziły się w mojej głowie i ubrałem je w słowa. Poznacie je i jeśli wam się spodobają wybierzemy te, które będziemy kontynuować.

Pozdrawiam was ciepło.

HP Kontynuator.

 

Ten dzień nadejdzie 1 maja…

19 kwi

Witajcie kochani.

Zapraszam na blog 1 maja. Będzie czekać niespodzianka :)

 
Komentarze (31)

Napisane w kategorii Notki Specjalne

 

Harry Potter i Przeklęte Dziecko – Recenzja

23 paź

Zapraszam do przeczytania recenzji nowej książki o Harrym i jego dzieciach.

http://czytadela.com.pl/recenzje-ksiazek/75-harry-potter-i-przeklete-dziecko-recenzja

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Notki Specjalne

 

Marudna panna Weasley

30 kwi

Harry przeżył wiele ciężkich chwil w swoim życiu. Nie raz przechodził przez coś, co zwykły czarodziej mógłby nazwać piekłem, nic więc dziwnego, że zastanawiał się, gdzie jest jego własne, prywatne piekło na Ziemi. Chyba wreszcie je znalazł w najmniej spodziewanym miejscu i czasie.

Stał z rozpostartymi ramionami niczym ukrzyżowany, zastanawiając się czym sobie zasłużył na ten los. Był miłym i raczej uczynnym facetem, który w dodatku szaleńczo kochał swoją wybrankę i to właśnie z jej strony cierpiał katusze. Doprawdy nie przypominał sobie, by kiedykolwiek w swym życiu zrobił coś, co zasługiwało na męczenie go wielogodzinnymi przymierzaniami garniturów.

Niepomna na jego prośby i coraz mocniej poirytowana sarkaniami Ginny ciągała go po czarodziejskich i mugolskich sklepach w poszukiwaniu idealnego garnituru na ich, zbliżający się wielkimi krokami, ślub. Oficjalny ślub, bo ten pierwszy i prawdziwy mieli w pewną sylwestrową noc na Kiribati. Do tej pory zdążył zmierzyć ze dwa tuziny czarnych garniturów, kilka niebieskich a nawet jeden złoty. Przymierzał te bez kamizelki i z kamizelką, białą, srebrną bordową, czarną, sam już nie wiedział jaką. Miał na sobie nawet frak w którym czuł się jak odrobinę przerośnięty pingwin. Może lepiej byłoby pójść do ołtarza nago? Harry przeżywał swoje prywatne piekło na Ziemi.

Harry stał więc z rozpostartymi ramionami w sklepie przy magicznej uliczce w Marsylii w oczekiwaniu, aż przemiła młoda krawcowa zdejmie z niego wszystkie miary. Co też robiła bardzo pospiesznie pod czujnym okiem Ginny.

- Wiem! – Harry wykrzyknął tak nagle, że obie kobiety aż podskoczyły. – Wiem – powtórzył ciszej nadwyraz zadowolony z siebie.

- Co takiego wiesz? – Ginny spytała z nieskrywanym zdziwieniem.

- Artykuł sto dwadzieścia cztery, paragraf siedem, punkt „c” ustawy o Ministerstwie Magii aktualizacja z końca XVIII wieku. Każdy funkcjonariusz publiczny ma obowiązek, jeśli tylko jest to możliwe w miejscach publicznych oraz w czasie uroczystości nosić strój służbowy… Muszę wziąć ślub w mundurze – dokończył z dumą, po krótkiej pauzie.

Ginny wyglądała niczym wulkan, który za chwilę ma wybuchnąć, by zmieść z powierzchni Ziemi wszystko co żywe. Gdyby tylko było to możliwe dym wyleciałby z jej uszu, błyskawice z oczu a spomiędzy zębów leciałyby iskry, gdy nimi zgrzytała. Właściwie to wszystko to było możliwe, w końcu Ginny była rasową czarownicą. Potrafiła się jednak powstrzymać przed tak widowiskowymi popisami.

- Możesz mi powiedzieć, czemu mówisz mi to dopiero teraz? – Wycedziła przez zęby.

- Teraz dopiero sobie przypomniałem.

- Przypomniałeś sobie i to dokładnie co do paragrafu? Bo uwierzę.

- W kryzysowych sytuacjach myślę o wiele szybciej.

- Uważasz więc że mamy kryzysową sytuację?!

- Odrobinę?

- Sytuacja to dopiero może zrobić się kryzysowa – wycedziła celując palcem w jego nos. – Do domu! – Padła ostra komenda.

Dopiero kiedy oboje deportowali się z ulicy młoda krawcowa odważyła się wybuchnąć śmiechem na wspomnienie miny, jaką Harry miał wychodząc.

Ginny nie była tak naprawdę zła na to że Harry wymyślił ślub w mundurze. Widziała go już nie raz w galowym mundurze i prezentował się w nim znakomicie. Była wściekła, bo sama nie znalazła sobie jeszcze sukni, a wystąpienie w stroju do Quidditha raczej nie wchodziło w grę. Nikt by go nie potraktował w kategoriach munduru, ani nawet eleganckiego stroju na taką okazję. Jej również przeszło raz przez myśl, by pójść do ślubu nago i oszczędzić sobie szukania sukni z której i tak nie będzie zapewne zadowolona.

- Cześć! – Ginny powiedziała to z taką pasją w głosie, że Hermiona poczuła jak jej kasztanowe włosy siwieją nagle w zastraszającym tempie. Hanna wcale nie wyglądała na osobę, która ma odwagę odpowiedzieć na to powitanie, a orientalnie piękna Parvatti zaczęła nagle przypominać karnacją przeciętnego Fina z dalekiej północy.

- Cz.. cześć – wydusiła wreszcie z siebie Parvatti.

Niezrażona reakcją swoich przyjaciółek Ginny już zdejmowała płaszcz rozsiadając się na skrzypiącym krześle. Jednym z mebli które obrosły taką legendą, żę Hanna nie odważyła się ich wyrzucić z dziurawego kotła z obawy o reakcję klientów. Ktoś, kiedyś siedział na tym krześle. Ktoś inny spał na jakimś stole, albo omawiał plany napadu na Gringotta i to wystarczyło by mebel stał się zabytkiem. O takich sprzętach na które sławny czarodziej zwymiotował piętnasty kieliszek whiskey, albo co gorsza umarł wolała nawet nie myśleć.

- Sytuacja jest kryzysowa – Ginny przywołała sobie zza lady małą butelką miodu i kufel.

- To będzie dwa Galleony i trzy sykle – Hanna wtrąciła nieśmiało.

- Potrzebuję waszej pomocy i to natychmiast – Monety zadzwoniły na stole. – Harry postanowił pójść do ślubu w mundurze, a ja wciąż nie mam sukni.

- Też pójdź w mundurze – Parvatti wypaliła bez namysłu.

- Nie jestem już aurorką.

- To się zaciągnij… – odpowiedziało jej tylko krzywe spojrzenie.

- Neville ma nadal przyjaciół w Patrolu… – Hanna zaczęła niepewnie.

- Bądźcie poważne – Ginny sarknęła z niechęcią.

- Raczej ty wyluzuj, Ginny – Hermiona podgrzewała sobie różdżką kubek herbaty. – Teraz przeraziłabyś bazyliszka.

- Bo sprawa jest poważna!

- Nie jest. Przynajmniej biorąc pod uwagę, że to ślub twój i Harrego.

- Przecież wiesz ile zleci się prasy. Będziemy w połowie gazet w Anglii.

- Raczej w Europie, ale zawsze możecie dać nogę i wziąć ślub, bo ja wiem. Na Kiribati? – Hermiona uśmiechnęła się odrobinę ironicznie.

- Mamy dwa miesiące do ślubu Ginny. Ja suknię znalazłam sobie w tydzień – Hanna spróbowała uspokoić płomiennowłosą kapitan Harpii.

- Ty nie byłaś nią – Hermiona rozparła się w krześle nie kryjąc już rozbawienia sytuacją.

- Dzięki za pomoc – Ginny warknęła piorunując ją wzrokiem.

- Ginny. Nie widziałyśmy się od miesięcy, a ty zamiast powiedzieć „Cześć. Co słychać, jak interes, co u dziewczynek” Ty wpadasz oznajmiając, że sytuacja jest kryzysowa. Sytuacja byłą kryzysowa jak wyleciał w powietrze bank Gringotta i nadal jest, choć akurat właścicielki barów nie mogą chyba narzekać, bo w kryzysowych sytuacjach ludzie jak nigdy chcą się napić – Hanna z Parvatti pokiwały głowami. – Ron też nie narzeka, bo reszta społeczeństwa dla odmiany chce się trochę rozerwać, więc i sklepy Georga mają niezłą passę. To co spotkało ciebie to nie jest kryzysowa sytuacja, tylko drobny problem, który można rozwiązać mając uporządkowany umysł.

- To raczej niewykonalne w moim wypadku.

- Właśnie od tego masz nas – Przyjaciółki uśmiechnęły się jednocześnie.

Zorganizowany umysł nie był tym, co było potrzebne przy zakupie sukni ślubnej dla Ginny. Przede wszystkim potrzebne były anielska cierpliwość. Gigantyczne ilości melisy i nieograniczona ilość wolnego czasu. Młoda Weasleyówna była prawdopodobnie najbardziej marudną przyszłą panną młodą w historii magicznego i mugolskiego świata razem wziętych.

Dziewczęta odwiedziły dziesiątki salonów sukien w Wielkiej Brytanii, a nawet północnej części Francji i Irlandii. Zwiedziłyby ich pewnie więcej, ale wszystkie zmieniacze czasu uległy zniszczeniu. Giiny nie potrafili zadowolić ani czarodziejscy ani mugolscy sprzedawcy białych sukienek jednorazowego użytku, jak zaczęła je nazywać Parvatti późnym wieczorem drugiego dnia poszukiwań.

Kiedy w poniedziałkowe popołudnie Ginny opuściła kolejny salon ledwie przekroczywszy jego próg Hermiona nie wytrzymała.

- Chodź! Wiem gdzie znajdziemy twoją sukienkę.

Po tych słowach zaciągnęła Ginny do znajdującego się po przeciwnej stronie ulicy mugolskiego sklepu papierniczego. Pół godziny później uzbrojona w blok papieru i kredki Ginny rysowała swoją wymarzoną suknię ślubną, a uradowane dziewczęta popijały mrożoną kawę plotkując w najlepsze.

Zdejmujący z Ginny miarę krawiec w londyńskim salonie musiał przyznać, że projekt opinającej ciało białej sukni bez ramiączek z pięknym trenem i srebrną szarfą był wcale udany i musiał wzbudzić zazdrość niejednej dziewczyny.

Ginewra Weasley była niemal gotowa do ślubu.

 

Dawno mnie nie było

22 kwi

Wiem, że dawno mnie nie było, ale kolejny rozdział powoli zaczął się rodzić, nie będzie zbyt długi, może bardziej z tych krótkich i w ciągu tygodnia trafi do waszych rąk.

Dzisiaj mam jednak do was pytanie i pragnę by jak najwięcej z was udzieliło mi odpowiedzi w komentarzu.

Czy chcielibyście czytać stare odcinki Harrego, oraz moje inne opowiadania, które powstały w różnych chwilach jako fragmenty niemal ukończonych książek, czy historie han – fiction? Jeśli jesteście zainteresowani to mogę stworzyć stronę na której będę umieszczał je, co osłodzi wam choć trochę czas oczekiwania na kolejne świeże rozdziały Harrego.

Chętnie podzielę się z wami moją twórczością, która zalega w szufladzie, jeśli tylko chcecie.

 

Pozdrawiam

Kontynuator.

 
Komentarze (20)

Napisane w kategorii Notki Specjalne

 
 

  • RSS