RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Opowiadanie: Rok Jedenasty’

Noc duchów

01 lis

Harry nie miał pojęcia ile czasu Kingsley musiał siedzieć w sali rozpraw, aż wszyscy dziennikarze stracą zapał i wrócą do redakcji. Zakładał, że trwało to długo i myśl ta sprawiała mu satysfakcję. King był jego przyjacielem, ale poniekąd zasłużył sobie na to.

– Czemu to zrobiłeś? – Ginny zapytała, kiedy siedzieli przy kuchennym stole.

– Chcę wrócić do pracy. Zacząć zarabiać na rodzinę, która lada chwila się powiększy.

– Nie ściemniaj. Mamy tyle złota, że oboje możemy nie pracować do końca życia. Twój dziadek już o to zadbał żebyśmy mieli stały dopływ gotówki.

Ginny w przeciwieństwie do Harrego niezwykle nurtowało skąd pochodzi stały dopływ złota na konto, które Harry odziedziczył po rodzicach. Udało jej się do tego dojść – dzięki dużej pomocy Billa dopiero kilka miesięcy temu. Jak się okazało dziadek Harrego, Fleamont Potter był wynalazcą szeroko stosowanego nie tylko w Wielkiej Brytanii środka Ulizanna, bez którego nie mogło się obyć wiele czarownic, w tym Hermiona. Jako, że nie zapowiadało się, by kobiety miały zamian przestać układać sobie włosy, Ulizanna miała zagwarantowaną sprzedaż, a Potterowie comiesięczny zastrzyk złota.

Więcej

 
 

Harry Potter przechodzi do kontrataku.

13 paź

Rozłam w Zakonie Feniksa”, “Ministerstwo Magii pod ostrzałem”, “Kingsley Shacklebolt upokorzony”, “Czy będziemy mieli nowego Ministra Magii?”, “Harry Potter przechodzi do kontrataku!”.

Te i wiele podobnych nagłówków zdominowało wydania niemal wszystkich magicznych tytułów w Wielkiej Brytanii już w kilka dni po tym, gdy Harry Potter dowiedział się, że zostanie ojcem. A wszystko to za sprawą jednego wystąpienia przed Wizengamotem…

Więcej

 

Rewelacje u Potterów

29 wrz

Z tą ciepłą i bardzo słodką herbatą, to Harry mocno się przeliczył. Owszem, Molly zaproponowała mu kubeczek takiej herbaty ale przyniosła w jej miejsce wrzucone do słodkiej wody jajko, podczas gdy próbowała ugotować na miękko kawałek gąbki do mycia naczyń. Atmosfera w kuchni Nory była ciężka, ale tym razem nie z winy relacji między Harrym, a Molly, które w poprzednich latach potrafiły być wyboiste.

- Powiedz, Harry, jak ci się udał mecz?

- Ginny…

- Słucham?

- Mecz udał się Ginny, ale faktycznie był udany i widowiskowy. Dziewczyny jak zawsze wygrały.

- Aha… A, a jak wynik? Wygrały?

- Molly – Harry powiedział z rezygnacją. – Molly! – Tym razem krzyknął, by zwrócić uwagę swojej teściowej. Ta natychmiast zamarła. – Czy możesz usiąść i spokojnie ze mną porozmawiać i… czy możesz nie ukrywać pod stosem prania gazet, wiem że je czytasz i ja też je czytam. Accio – Stosik gazet wystrzelił z głębi kosza z nieuprasowanym praniem.

- Przepraszam kochaneczku, ale tak się tym wszystkim denerwuję.

- Nie potrzebnie, ja się nie denerwuję.

- Ale te wszystkie przesłuchania, na których musisz być. Przesłuchanie Lucjusza Malfoy’a.

- Sprawa Malfoy’em jest ustawiona przez komisję żeby pokazać, że czysta krew ma znaczenie, mógłbym się tym zająć, ale po co.

- Zupełnie się nie przejmujesz, że cię zawiesili, że rozwiązali twój zespół? Nie wierzę.

- Płacą mi, mam długi urlop, ja kocham spokojne życie Molly, przecież wiesz – Molly zachichotała mimowolnie. – Już niedługo to się skończy.

- Wtedy zostanie jeszcze sprawa Marietty. Wiesz gdzie jest?

- Nie wiem.

- Powiedziałbyś mi?

- Kingsley cię nasłał? Nie wiem gdzie jest Marietta. Głupio zrobiła, że tak zwiała z Cho.

- Chyba, że jest winna i nie chciała spędzić życia w Azkabanie.

- Nie mamy na nią żadnych dowodów. Dawno by siedziała, jakbyśmy mieli.

- Wiedziałeś?! Marietta jest niewinna, póki nie udowodni jej się winy, a jeśli ja tego nie zrobiłem, to kto zrobi – uśmiechnął się szeroko.

- Zamierzasz po wszystkim wrócić do biura, kochaneczku?

- Przecież ja nie odszedłem, jestem tylko na urlopie. Biuro to pół mojego życia, drugie pół to Ginny.

- Powiedz mi, gdzie widzisz siebie za dwadzieścia lat? Nadal na tym samym stanowisku polując na przestępców? Narażając swoje życie?

- Za dwadzieścia lat? – Harry chwilę się zamyślił. – Wtedy już nie będzie przestępców, bo wszystkich wyłapiemy, a ja widzę siebie w w wygodnym fotelu przed kominkiem, może z pierwszym wnukiem na kolanach?

- Wyobrażasz sobie, że za dwadzieścia lat mam być babcią! – Krzyk Ginny był tak przenikliwy, że Harremu zadzwoniło w uszach. – Mam siedzieć sobie przy radiu, robić mu skarpetki na drutach i robić ci obiadki. Bez urazy mamo – Dodała w stronę Molly, opisując jej życie.

- Nie biorę tego do siebie – Molly wstała żeby dokończyć obiad. Nie było nic lepszego niż porządny obiad pani Weasley, po ciężkim meczu.

- Strasznie długo zajął ci powrót do Nory – Harry odezwał się wreszcie, kiedy jego talerz był już niemal pusty, a Ginny skończyła opowiadać mamie mecz ze wszystkimi szczegółami. Niektóre z nich odrobinę się Harremu nie zgadzały z rzeczywistością, którą widział, ale historia była dzięki nim barwniejsza.

- Musiałam jeszcze skoczyć kupić jedną rzecz w aptece.

- Musiała być strasznie długa kolejka?

- Nie szczególnie, ale zakupu dokonywałam w mugolskim Londynie.

- Co kupowałaś w mugolskim Londynie?

- A co ty taki ciekawy. Dowiesz się niedługo, obiecuję.

Harry zrozumiał, że kontynuowanie rozmowy teraz, przy Molly, nie ma sensu. Ginny wyraźnie nie chciała czegoś powiedzieć.

Młodzi Potterowie zostali w Norze do późnych godzin wieczornych. Dom powoli napełniał się kolejnymi członkami wielkiej rodziny Weasleyów, którzy wraz ze swoimi latoroślami przylatywali na tradycyjną niedzielną kolację. Harry obserwował kolejne pokolenie Weasleyów, do którego dołączyła teraz dopiero raczkująca Dominique, młodsza córka Billa i Fleur, kolejne piękne dziecko w rodzinie rudzielców. Sprawiało mu niewyobrażalną satysfakcję obserwowanie tego rozgardiaszu i niczym niezmąconego szczęścia, spojrzał ukradkiem na Ginny, która pochłaniała wzrokiem tą scenę. Jej dzieciństwo było o wiele szczęśliwsze, takie jak tych szkrabów, ale lata walki z Voldemortem i życia u boku Harrego Pottera nauczyły ją cieszenia się z takich drobnych rzeczy, jak śmiech dziecka. Takie przynajmniej sprawiała wrażenie. Kubek gorącej czekolady parował w jej dłoniach. Twierdziła, że rozgrzeje ją bardziej niż lampka koniaku, którym częstował wszystkich Artur.

- Mogłeś stary nie słyszeć – Ron wyrwał Harrego z zadumy, ale jak już wrócisz do biura, to będziesz musiał mówić do Hermiony, „proszę pani” i stawać na baczność.

- Uspokój się, Ron – Hermiona skarciła swojego rudzielca. – Wcale nie będzie musiał tak mówić. Aurorzy na baczność stają tylko przed swoimi dowódcami, nie urzędnikami.

- Ale wydawać rozkazy będziesz mu mogła, tak?

- No… tak jakby.

- O czym wy mówicie? – Harry nienawidził być nie w temacie, a strumień ministerialnych plotek od czarownic dziwnie zmalał od kiedy zdecydował się wziąć ślub, ten oficjalny ślub.

- Hermiona dostała awans! Jest teraz młodszym podsekretarzem w iurze Timothiego Roy’a. Czyli wydaje ci rozkazy- Ron dokończył z dumą.

- Moje gratulacie! – Ginny zerwała się do przyjaciółki rozlewając przy okazji całą swoją czekoladę.

- Zasłużyłaś – Harry również przytulił Hermionę, delikatnie poklepując ją po plecach. – To znaczy, że gdybyś ty, Ron, nie odszedł z biura, to teraz Hermiona mogłaby wydawać rozkazy i tobie – Spojrzał na dumnego szwagra, nie puszczając Hermiony. Chociaż, z tego co obiło mi się o uszy i tak to robi, dniem i nocą.

Hermiona spłonęła rumieńcem, a Ron nie wiedział co zrobić, wiedząc że Harry ma rację. Walczyła w nim chęć zaprzeczenia z potężnym pragnieniem dania Harremu w zęby, ostatecznie spłonął rumieńcem wraz ze swoją dziewczyną.

- Tak się zastanawiam – Harry ciągnął, wypuszczając Hermionę z objęć, kiedy ogłosicie swoje zaręczyny, a potem narodziny kolejnego Weasleya, tyle ich się już tu kręci, a żadne nie jest wasze.

- A kiedy ogłosisz narodziny kolejnego Pottera? – George postanowił pójść bratu na ratunek.

- Kiedy tobie odrośnie ucho. Potterów trzeba dawkować ostrożnie temu światu.

- Ale nigdy nie jest ich zbyt wielu, więc kiedyś może dostaniesz odpowiedź, kłapouchy – Ginny pokazała język bratu.

Kiedy wychodzili z Nory gwiazdy jasno świeciły na niebie. Tworząc piękną mozaikę skrzących się diamentów na czarnym aksamicie.

- Mars niezbyt wyraźnie dzisiaj płonie – Harry mruknął patrząc na ledwie widoczną, czerwoną plamkę.

- Co?

- O jeden kieliszek koniaku za daleko.

- W takim razie, ja prowadzę, nie chcę żebyś mnie rozszczepił na dwoje.

- A siebie?!

- To już twój problem, jak się rozszczepisz, nie mój.

Harry poczuł szarpnięcie, a następnie ktoś przecisnął go przez bardzo wąską rurę kanalizacyjną i już stali na szczycie schodów domu przy Grimmauld Place.

Gorąca kąpiel rozleniwiła Harrego, tak że niemal usnął w przestronnej wannie. Pewnie by się to stało, gdyby nie mało uprzejme Aquamenti informujące, że Pani Potter chce mieć teraz wannę tylko dla siebie, a woda ma być gorąca i mieć dużo bąbelków i piany.

- Co kupowałaś w mugolskiej aptece? – Harry ziewnął obserwując z łóżka Ginny rozczesującą swoje włosy wielką szczotką.

- Niespodziankę.

- Dla mnie?

- Dla nas obojga – odpowiedziała, wstając i tanecznym krokiem podchodząc do Harrego. Podała mu okulary i niewielki przedmiot. – Niespodzianka! – Powiedziała z satysfakcją.

Minęła dobra minuta, by Harry zrozumiał czym jest trzymany przedmiot i kolejna by zrozumiał do czego służy. Kiedy to już nastąpiło porwał Ginny tak, że w sekundzie leżała już pod nim.

- Czyli się cieszysz? – Spytała niepewnie.

- Żartujesz?! Za dziewięć miesięcy będzie z nami mały Potter!

- Osiem. Trochę zwlekałam, by się upewnić.

- Czy my… nic się nie stanie jeśli….

- Żartujesz?! – Przekręciła się siadając na nim okrakiem – To nawet wskazane i nie wolno odmawiać kobiecie w ciąży – jej oczy płonęły.

______________________________________________________________________________________

Kolejny rozdział oddaję w wasze dłonie. Wiem że nie jest specjalnie długi, ale zaplanowałem go jako wprowadzenie, do zupełnie nowego rozdziału w życiu naszych bohaterów. Kolejny rozdział z godnie z harmonogramem ukaże się 13 Października, czyli za dwa tygodnie i tu niespodzianka. Ukaże się już na mojej nowej stronie. Jej adresu nadal wam nie powiem, bo jest na ukończeniu i chcę zachować jeszcze rąbka tajemnicy, ale już w przyszłym tygodniu poznacie adres strony i adres fanpage na FB.

Mam nadzieję, że zaczynamy kolejną długą przygodę, bo nie wiem czy wiecie, ale jesteśmy razem już od listopada 2012. Mam nadzieję, że będzie nas coraz więcej i będziemy się razem świetnie bawić. Do zobaczenia już wkrótce!

 

Taki zwyczajny dzień…

08 wrz

To było kilka dni później. Pogoda była z tych, które nie nastrajają pozytywnie do niczego, co wymaga choćby wystawienia czubka nosa spod ciepłego kocyka w hipogryfy. Za oknem ktoś zapomniał zakręcić prysznic i woda monotonnym, równym strumieniem lała się na ziemię tworząc rozległe jeziora głębsze aniżeli najdłuższe z kaloszy. Ziemia pod stopami już nawet nie ćlapkała i nie siorpała ciepłymi dźwiękami błotka, połykała każdy bucik, który odważył się na nią stanąć i każdą skarpetkę.

Drewniane trybuny świeciły pustkami, a niedobitki widzów, którzy nieopisaną wręcz siłą determinacji, lub groźbą – by nie podejrzewać użycia Imperiusa tudzież Wieczystej Przysięgi, choć co do skuteczności tej ostatniej poważnie należało by się zastanawiać – pojawili się na stadionie w milczeniu obserwowali śmigające po niebie miotły. Zresztą i te zdawały się śmigać jakby od niechcenia i ociężale.

Szczupła postać stała w najwyższym rzędzie szczelnie okryta płaszczem, bystrym wejrzeniem skrytych pod kapturem oczu obserwując boisko. Bynajmniej jednak nie śledził zmagań zawodników, całą swoją uwagę skupiał na pustej przestrzeni, jakieś pięć stóp na prawo od bramek gości. Miejsce w którym nic nie było wydawało się być niezwykle ciekawe. Wreszcie, po dobrym kwadransie, obrońca gości, którymi byli tego dnia zjednoczeni również zainteresował się pustą przestrzenią przeraźliwie krzycząc z ręką wyciągniętą ku górze, gra natychmiast zamarła, a dwie smugi wystrzeliły ku niemu, zderzyły się w powietrzu, zakotłowały, zatrzeszczały i jedna pomknęła dalej, podczas gdy druga opadła w bezładzie ku tafli jeziora, które kiedyś było boiskiem. Obrońca zjednoczonych próbował faulować nieprzepisowo, ale szukająca Harpii ominęła go z gracją, bądź też staranowała bezpardonowo – zależy kogo zapytacie – chwytając małą, złotą piłeczkę.

Zakapturzona postać przeskoczyła barierki z gracją lądując dziesięć metrów niżej w rzece, która kiedyś była zejściem z murawy. Magia to potęga.

- Brawo Ginny! – Harry wyłonił się z cienia, gdy rudowłosa opuszczała szatnię przebrana już w zwyczajne ubranie. – Znowu wygrałaś!

- To nie ja złapałam znicz, Grece dla nas wygrała.

- Dla mnie to zawsze ty będziesz zwycięzcą. Idziemy do domu?

- Jeszcze tylko konferencja – skrzywiła się patrząc prosząco.

- Kasa musi się zgadzać, biegnij pani kapitan.

Atmosfera na konferencjach prasowych Harpii zawsze była znakomita. Dziewczyny śmiały się, dogadywały sobie, na pewno pomagały w tym ustawiczne zwycięstwa, ale to nie był jedyny powód. W tym zespole była chemia. Zawodniczki chciały ze sobą latać, chciały spędzać ze sobą czas po meczach. Szefostwu klubu udało się stworzyć dream team jakiego liga dawno nie widziała i co ważniejsze zakusy innych klubów nic nie dawały. Żadna z dziewczyn nie chciała odejść. Nie żeby ktoś mógł zaoferować lepszą kasę, ale zwyczajnie po co, jeśli można się dobrze bawić.

Ginny cała promieniała. Śmiała się odpowiadając na kolejne pytania, co jakiś czas przeczesywała swoje długie włosy spoglądając przeciągle w obiektywy aparatów, które natychmiast zaczynały strzelać dziesiątkami fleszy.

- Mała aktorka – Harry mruknął pod nosem. Doskonale wiedział, że Ginny prowokuje reporterów. Więcej zdjęć, to większa liczba artykułów, większa liczba artykułów to więcej sponsorów i więcej Galleonów dla niej i dla zespołu.

- Pan Potter? – Niski głos reportera wyrwał go z zadumy. Konferencja dobiegła końca i dziennikarze zaczęli się zbierać, nieszczęśliwie jeden zobaczył stojącego za kotarą Harrego. – Tutaj jest Harry Potter?! – krzyknął obracając cię ku sali. Po tych słowach nastąpił łoskot przewracanych i łamanych krzeseł, kiedy stado dziennikarzy pognało w jego kierunku.

- Czy jest pan skończony?

- Jak było pracować z mordercą?

- Ukrywał pran prawdę o morderstwie Knota?

- Będziesz siedział, Harry?

- Czy Kingsley zamknie Buro Auror….

Reszty nie usłyszał, deportując się z hukiem. Czy wiecie, że im mniej doświadczony w aportacji czarodziej, tym głośniejsze są jego zniknięcia i pojawienia się? Dla przykładu Mundungus zawsze robił tyle hałasu, jakby komuś walnęło z rury wydechowej. Dumbledore natomiast potrafił pojawić się bezszelestnie. Harremu bliżej było do Dumbledore’a aniżeli Dunga, ale dziś jego aportacja huknęła jak z armaty. Kiedy wylądował przy furtce prowadzącej do Nory wszystkie wrony w promieniu ćwierć mili zerwały się do lotu. Żadna z firanek nie drgnęła nawet, ale wiedział, że w kuchni czekać już będzie na niego ciepła i bardzo słodka herbata od Molly.

 

Rok później

24 sie

- Sprawa numer 3323. Rajmund Derfuss, Wilkołak. Aktualne miejsce pobytu, obóz odosobnienia dla Wilkołaków i Dementorów, wyspa Hirta. Zarzymany 23 kwietnia roku ubiegłego w związku z rozruchami wilkołaków na Nokturnie przeciwko Ministerstwu Magii….

Młody urzędnik siedział zgarbiony nad grubą teczką dokumentów i ścinków gazet w niemal pustych ławach sali rozpraw numer 3. Pomimo niewiele ponad 20 lat na karku, jego kruczoczarne włosy przeplecione były dwoma, wąskimi pasemkami siwych włosów. Zatopiony w myślach nie zwracał uwagi co się dzieje w około.

- … czy świadek obrony ma coś do dodania. Świadek obrony? Panie Potter?!

- Nie, Panie przewodniczący. Nie mam nic do dodania.

- Wyrok podtrzymany. Rozprawa numer 3333, Lucjusz Malfoy, Aktualne miejsce pobytu Azkaban. Aresztowany dnia…

Harry Potter przełożył na bok plik dokumentów sięgając po wyblakły wycinek Proroka Codziennego. „Skandal w Ministerstwie Magii. Poszukiwany morderca Aurorem!” Dwa zdania pulsowały naprzemiennie wielkimi literami. Nagłówek był sprzed 13 miesięcy, ale Harremu nadal przewracało się od niego w żołądku.

Słońce już niemal w całości wyłoniło się znad horyzontu, kiedy do Harrego podeszła, lekko się zataczając mocno zdyszana Marietta.

- Muszę ci coś powiedzieć, szefie.

- Dzisiaj nie pracuję, więc jestem Harry.

- Jednak wolę ci powiedzieć szefie, bo widzisz, chodzi o tą sprawę Korneliusza Knota – zamilkła rozglądając się szybko czy nikt aby nie może ich podsłuchać.

- Co z nią.

- To ja go zabiłam – wypaliła bez zastanowienia.

Harry odstawił delikatnie szklankę na powoli przelatującą tacę.

- Wiem

- Wiesz?! – Wyrwało jej się zbyt głośno. – Wiesz od kiedy?

- Nie chcę udawać, że jestem geniuszem w swoim fachu, ani że ty nie jesteś geniuszem zbrodni, ale wiem niemal od początku.

- Czemu nic nie zrobiłeś?

- Bo nie miałem dowodów.

- No to teraz już masz – Powiedziała smutno. – To taki prezent ślubny ode mnie.

- Posłuchaj mnie teraz uważnie. Jesteś pijana, więc bredzisz. Kiedy wytrzeźwiejesz, dajmy na to gdy tylko wrócę do pracy będziemy musieli odbyć tą rozmowę raz jeszcze. Idź teraz do Cho, złóż Urquhartowi wypowiedzenie pocztą i przez najbliższe powiedzmy pięćdziesiąt lat zwiedzajcie z Cho obce kraje. To taki prezent ślubny ode mnie. King tu idzie.

- Dziękuję – szepnęła po chwili rozpływając się w tłumie.

- …Czy świadek obrony ma coś do dodania?

- Wszystko, co miałem do powiedzenia jest w aktach, które są spójne i nie powinny budzić wątpliwości – Harry zgarną wszystkie dokumenty do teczki, wstając z zajmowanego miejsca. Sprawa Malfoya była ostatnią tego dnia.

- Pozwoliłeś uciec poszukiwanemu mordercy! – Niski głos Kingsleya niósł się po korytarzach Ministerstwa Magii, budząc niemałe poruszenie na kilku piętrach i w Lobby, na które wychodziły okna gabinetu. – W chwilę po tym, jak otwarcie przyznał się do popełnienia czynu.

- Nie – Harry odparł spokojnie.

- Nie? A co niby zrobiłeś? – Kingsley zdawał się być zbity z tropu, bynajmniej jednak nie mniej wkurzony. Towarzyszący wszystkiemu Roy zaś ściągnął brwi w skupieniu zastanawiając się co będzie dalej.

- Będąc po służbie zasugerowałem mocno pijanej przyjaciółce, że porozmawiamy o całej sprawie kiedy wytrzeźwieje i będę mógł wierzyć w jej słowa.

- I zamiast ją zatrzymać, pozwoliłeś zwiać?

- Byłem po służbie, na własnym weselu, gdzie notabene byliście wy obaj, Urquhart i połowa biura. Może przy okazji powiesz mi gdzie Urquhart?

- Zasugerowałem mu długi urlop – Wtrącił Roy.

- Czemu następnego dnia nie sprowadziłeś jej na przesłuchanie

- Bo byłem na miesiącu miodowym w Chinach, gdzie sam mnie łaskawie wysłałeś, King.

Minister wyglądał, jakby za chwilę miał eksplodować. Jego twarz zmieniała kolor z purpurowej na szarą i z powrotem.

- Marrietta Edgecombe zamordowała byłego Ministra Magii i uciekła.

- Marietta pod wpływem alkoholu powiedziała że go zabiła, a następnie zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach – uściślił Harry. – Niewinna, póki nie udowodni jej się winy.

- Nie cytuj mi tu Albusa, Potter! – Minister stracił panowanie nad sobą. – Jesteś zdegradowany, zawieszam cię w obowiązkach Aurora na…. do odwołania! Zespół szybkiego reagowania zostaje rozwiązany, a zagraniczni koledzy mogą się pakować i wio do domu! Wszczynam też śledztwo!

- O co?

- O wszystko! Wywrócę to biuro do góry nogami!

- Ministrze. Śledztwo musi mieć kierunek. – Roy wtrącił spokojnie.

- Przekroczenie uprawnień przy aresztowaniu! Ot i mamy kierunek.

- To będzie oznaczać ponowne otwarcie każdej sprawy i przesłuchania przed Wizengamotem.

- Więc lepiej, żeby sprawy okazały się czyste jak łza. Won, obaj!

Prasa miała używanie. Na ministerstwo i na Harrego personalnie rzuciły się wszystkie gazety magicznej Anglii. Nawet Żongler nie oszczędził ich po starej znajomości. Przez długie 13 miesięcy Harry nie prowadził ani jednej sprawy. Jego życie toczyło się niemal codziennie pomiędzy salą rozpraw, a domem, gdzie czekała na niego Ginny. Tak więc był to zarazem najgorszy i najlepszy rok jego życia.

- Cześć mężu – Ginny przywitała go ze śmiechem, przemykając po schodach domu przy Grimmauld Place 12 z mokrymi włosami. Najwyraźniej dopiero co wróciła z treningu Harpii.

- Cześć, żono! – Zawołał za nią. Był to taki ich ciągnący się żarcik. – Jak tam minął dzień? – Zapytał, kiedy znalazł się w kuchni.

- Błotniście i Gwenog straciła dwa zęby.

- Przecież ona jest trenerem.

- Gruppy, nowa pałkarka, odbiła tłuczka, a ten się omsknął na śliskiej pałce i poleciał w Gwenog.

- Brzmi logicznie.

- A co u ciebie?

- Nie pojawił się żaden nowy nagłówek o mnie, piąty dzień z rzędu.

- Idziemy na rekord?

- Dziś było przesłuchanie Malfoya, więc jutro będzie gęsto od nagłówków.

- Jak tam Lucjusz? Niezadowalająco dobrze – Ginny parsknęła w zupę.

- Jeszcze kilka lat i będzie zadowalająco źle. Jestem tego pewna. Przyjdziesz jutro na mecz?

- A żebyś wiedziała, że przyjdę. Gracie z Armatami, chłopakom przyda się wsparcie, roznosicie w tym sezonie każdego – Wyszczerzył się do Ginny, która pogroziła mu łyżką.

- Pańska zupa – Stworek zaskrzeczał przeciągle. Zupa jak zawsze była przepyszna.

Teraz tylko wypocząć na miękkiej kanapie, przy delikatnych dźwiękach radia, w towarzystwie żony.

___________________________________________________________________________________

Nie było mnie rok. Witajcie i przepraszam. Pisząc ostatnią notkę, dawno, dawno temu, obiecałem sobie i wam napisać wspaniały ślub i wesele Harrego i Ginny. To był błąd. To wydarzenie w mojej głowie było tak wspaniałe, że nie potrafiłem go ubrać w słowa. Napisałem conajmniej 10 wersji i każda z nich wylądowała w  koszu jako nie dość idealna.

Postanowiłem wreszcie, że pominę ślub i wrócę do naszej opowieści rok później, tak jak u nas czas upłynął, tak i upłynął on Harremu.

To, że nie pisałem opowiadań o Harrym, nie znaczy, że nie pisałem wcale. Już niedługo zaproszę was na mojego bloga, na którym będę publikował nie tylko wszystkie rozdziały opowiadania o Harrym jakie powstały i powstaną, ale i inne historie, które zrodziły się w mojej głowie i ubrałem je w słowa. Poznacie je i jeśli wam się spodobają wybierzemy te, które będziemy kontynuować.

Pozdrawiam was ciepło.

HP Kontynuator.

 
 

  • RSS