RSS
 

Taki zwyczajny dzień…

08 wrz

To było kilka dni później. Pogoda była z tych, które nie nastrajają pozytywnie do niczego, co wymaga choćby wystawienia czubka nosa spod ciepłego kocyka w hipogryfy. Za oknem ktoś zapomniał zakręcić prysznic i woda monotonnym, równym strumieniem lała się na ziemię tworząc rozległe jeziora głębsze aniżeli najdłuższe z kaloszy. Ziemia pod stopami już nawet nie ćlapkała i nie siorpała ciepłymi dźwiękami błotka, połykała każdy bucik, który odważył się na nią stanąć i każdą skarpetkę.

Drewniane trybuny świeciły pustkami, a niedobitki widzów, którzy nieopisaną wręcz siłą determinacji, lub groźbą – by nie podejrzewać użycia Imperiusa tudzież Wieczystej Przysięgi, choć co do skuteczności tej ostatniej poważnie należało by się zastanawiać – pojawili się na stadionie w milczeniu obserwowali śmigające po niebie miotły. Zresztą i te zdawały się śmigać jakby od niechcenia i ociężale.

Szczupła postać stała w najwyższym rzędzie szczelnie okryta płaszczem, bystrym wejrzeniem skrytych pod kapturem oczu obserwując boisko. Bynajmniej jednak nie śledził zmagań zawodników, całą swoją uwagę skupiał na pustej przestrzeni, jakieś pięć stóp na prawo od bramek gości. Miejsce w którym nic nie było wydawało się być niezwykle ciekawe. Wreszcie, po dobrym kwadransie, obrońca gości, którymi byli tego dnia zjednoczeni również zainteresował się pustą przestrzenią przeraźliwie krzycząc z ręką wyciągniętą ku górze, gra natychmiast zamarła, a dwie smugi wystrzeliły ku niemu, zderzyły się w powietrzu, zakotłowały, zatrzeszczały i jedna pomknęła dalej, podczas gdy druga opadła w bezładzie ku tafli jeziora, które kiedyś było boiskiem. Obrońca zjednoczonych próbował faulować nieprzepisowo, ale szukająca Harpii ominęła go z gracją, bądź też staranowała bezpardonowo – zależy kogo zapytacie – chwytając małą, złotą piłeczkę.

Zakapturzona postać przeskoczyła barierki z gracją lądując dziesięć metrów niżej w rzece, która kiedyś była zejściem z murawy. Magia to potęga.

- Brawo Ginny! – Harry wyłonił się z cienia, gdy rudowłosa opuszczała szatnię przebrana już w zwyczajne ubranie. – Znowu wygrałaś!

- To nie ja złapałam znicz, Grece dla nas wygrała.

- Dla mnie to zawsze ty będziesz zwycięzcą. Idziemy do domu?

- Jeszcze tylko konferencja – skrzywiła się patrząc prosząco.

- Kasa musi się zgadzać, biegnij pani kapitan.

Atmosfera na konferencjach prasowych Harpii zawsze była znakomita. Dziewczyny śmiały się, dogadywały sobie, na pewno pomagały w tym ustawiczne zwycięstwa, ale to nie był jedyny powód. W tym zespole była chemia. Zawodniczki chciały ze sobą latać, chciały spędzać ze sobą czas po meczach. Szefostwu klubu udało się stworzyć dream team jakiego liga dawno nie widziała i co ważniejsze zakusy innych klubów nic nie dawały. Żadna z dziewczyn nie chciała odejść. Nie żeby ktoś mógł zaoferować lepszą kasę, ale zwyczajnie po co, jeśli można się dobrze bawić.

Ginny cała promieniała. Śmiała się odpowiadając na kolejne pytania, co jakiś czas przeczesywała swoje długie włosy spoglądając przeciągle w obiektywy aparatów, które natychmiast zaczynały strzelać dziesiątkami fleszy.

- Mała aktorka – Harry mruknął pod nosem. Doskonale wiedział, że Ginny prowokuje reporterów. Więcej zdjęć, to większa liczba artykułów, większa liczba artykułów to więcej sponsorów i więcej Galleonów dla niej i dla zespołu.

- Pan Potter? – Niski głos reportera wyrwał go z zadumy. Konferencja dobiegła końca i dziennikarze zaczęli się zbierać, nieszczęśliwie jeden zobaczył stojącego za kotarą Harrego. – Tutaj jest Harry Potter?! – krzyknął obracając cię ku sali. Po tych słowach nastąpił łoskot przewracanych i łamanych krzeseł, kiedy stado dziennikarzy pognało w jego kierunku.

- Czy jest pan skończony?

- Jak było pracować z mordercą?

- Ukrywał pran prawdę o morderstwie Knota?

- Będziesz siedział, Harry?

- Czy Kingsley zamknie Buro Auror….

Reszty nie usłyszał, deportując się z hukiem. Czy wiecie, że im mniej doświadczony w aportacji czarodziej, tym głośniejsze są jego zniknięcia i pojawienia się? Dla przykładu Mundungus zawsze robił tyle hałasu, jakby komuś walnęło z rury wydechowej. Dumbledore natomiast potrafił pojawić się bezszelestnie. Harremu bliżej było do Dumbledore’a aniżeli Dunga, ale dziś jego aportacja huknęła jak z armaty. Kiedy wylądował przy furtce prowadzącej do Nory wszystkie wrony w promieniu ćwierć mili zerwały się do lotu. Żadna z firanek nie drgnęła nawet, ale wiedział, że w kuchni czekać już będzie na niego ciepła i bardzo słodka herbata od Molly.

 
Komentarze (10)

Napisane przez w kategorii Opowiadanie: Rok Jedenasty

 

Tags: , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~WiX

    08/09/2017 o 20:53

    Tak, to było to czego potrzebowałem po tym wykańczającym tygodniu, jedyne czego żałuje że nie ma ten hmm „rozdział” kilku stron :D
    Teraz standardowo-
    -Czy rozdziały będą się pojawiać regularnie?!
    -Czy kontynuator wreszcie wrócił na dobre?!
    A tak na poważnie, to bardzo ci się poprawił styl pisania, bo notatka mimo że nie jest długa to zawiera dużo zgrabnych i ładnie ubranych w słowa opisów:)
    Mam nadzieję tylko że w następnej notce dostaniemy więcej fabuły bo na razie znamy tylko ogólny zarys sytuacji i strzępki pytań które kierują nas na ciekawe spostrzeżenia :D
    Życzę dużo weny i niech rozdziały pojawiają się codziennie! <3

     
    • ~Norbi

      09/09/2017 o 10:26

      czyli marzyło by się zobaczyć coś w stylu szkolenia w chinach… :)

       
      • ~WiX

        12/09/2017 o 09:53

        Ooo tak, coś takiego z miłą chęcią bym przeczytał :D Mam nadzieję że będziemy mieć okazję do przeczytania nowego rozdziału takiej wielkości :D

         
  2. ~Czakor

    11/09/2017 o 20:58

    Bardzo dobry rozdział, chociaż krótki ;) Ciekawe opisy, nie ma się do czego doczepić. :)

     
  3. ~Cylon

    14/09/2017 o 17:28

    Miło znów Cię czytać :D Bardzo interesujący zwrot akcji :)

     
  4. ~LKA

    18/09/2017 o 08:03

    Bardzo się cieszę, że wróciłeś☺ I jak zawsze potrafisz nas zaintrygować. Pozdrawiam gorąco LKA.

     
  5. ~LKA

    19/09/2017 o 16:53

    Doznałam nagłego olśnienia. Czyżby Ziva zabiła Knota? Albo Remirez… Ale nie raczej Ziva???

     
    • ~Domnus

      19/09/2017 o 19:45

      W roździale z sierpnia jest opisane kto ;)

       
    • KMM

      19/09/2017 o 19:52

      Gapa. Jest w rozdziale „Rok później” ☺

       
  6. ~Domnus

    19/09/2017 o 19:47

    Rozdział zapowiada ciekawą kontynuacje wątku, ale troszke za mało, lubie się wczytac w twoje rozdzialy

     
 

  • RSS