RSS
 

Archiwum - Luty, 2016

Co powie Charlie

20 lut

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, mogło sobie w tamtych dniach powiedzieć wielu czarodziejów, a przynajmniej ci mniej materialni z nich.

Trzeba było czekać długie trzy dni, by z gruzowiska, które niegdyś zwało się Bankiem Gringotta, a teraz zwane było najdroższą dziurą w ziemi zaczęły dochodzić dobre wiadomości.

Najpierw odgruzowujący przestrzeń pracownicy ministerstwa wyciągnęli ciotkę Muriel i jak sami później przysięgali zanim jeszcze nadbiegli magomedycy mieli już ochotę zasypać tą zrzędliwą staruchę jeszcze głębiej i na wieki. Potem radosne wiadomości posypały się lawinowo. Kilku czarodziejów zdążyło wyciągnąć swoje różdżki i ochronić siebie, oraz znajdujące się obok osoby przed zasypaniem. Niektórzy magicy pospiesznie wskoczyli do skarbców, które okazały się niejednokrotnie wytrzymalsze od reszty banku. Nie byli to oczywiście wszyscy i magiczny świat siadając do świątecznych stołów pamiętał o panującej żałobie i cieniu tragedii przesłaniającej pierwszą gwiazdkę.

Pomijając jednak te nieliczne przypadki tragedii święta tamtego roku można było uznać za najbardziej udane od wielu lat. Pozbawieni większości środków do życia czarodzieje zebrali się ze swoimi rodzinami i przyjaciółmi organizując ogromne przyjęcia świąteczne, dla tych zaś, którym zbrakło przyjaciół Ministerstwo Magii przygotowało wspaniały świąteczny obiad na przykrytym namiotem rynku Hogsmeade, pod którym zebrało się ponad 300 magów z Wielkiej Brytanii i nie tylko.

Harry Potter i jego przyjaciele również mieli radosne święta. Tego dni, wokół przepięknej jodły, w saloniku Nory zebrało się ponad 20 osób. Czarodziei i mugoli. Harry i Hermiona w tajemnicy przed Molly użyli zaklęć powiększających, by wszyscy mogli się wygodnie rozsiąść nie stukając co chwilę łokciami i nie potykając o własne nogi. Wśród wszystkich Weasleyów, Longbottomów, Tonksów, a nawet Lovegoodów zasiędli również Grangerowie, którzy wiedząc od swej córki o tragedii, jaka dotknęła magiczny świat, a jednocześnie chcąc lepiej poznać prawdopodobnie przyszłych teściów swej córki, zrezygnowali z tradycyjnego alpejskiego wypadu na narty. Wątpliwe także było, by sama Hermiona po swoich nie tak znowu dawnych przygodach miała ochotę na oglądanie Alp jeszcze kiedykolwiek.

- …. się wcale nie interesuje. Dam sobie głowę obciąć, że będzie trzeba go wyciągać z jakiejś dziury.

- No coś ty, o takiej rzeczy nie zapomni.

- Zakład? Zupełnie nie wie co się w tym temacie dzieje.

- Harry zawsze wie to co powinien – wtrącił się Ron.

Na dźwięk swojego imienia, Harry natychmiast skupił się na rozmowie prowadzonej w odległej części pokoju.

- Zakład? – Ginny spytała pewna siebie. – Harry, i tak wiem, że podsłuchujesz, kiedy bierzemy ślub?

- W Lipcu – Harry odpowiedział z łagodnym uśmiechem.

- Kiedy w Lipcu? – Rudowłosa narzeczona skrzyżowała ramiona.

Jeszcze przed chwilą rozmawiające z nią Hermiona i Fleur zrobiły odruchowo krok w tył. Ron wręcz rozpłynął się w powietrzu. Prędzej zgodziłby się na opiekę nad młodymi Sklątkami tylnowybuchowymi, niż stanął na potencjalnej linii czarów pomiędzy swoją siostrą i jej drugą połówką.

- W weekend – Harry zaczynał tracić grunt pod nogami.

- Który, kochanie.

- Czy to ważne. Na pewno mi przypomnisz, że mam się stawić – uśmiechnął się szeroko.

- To pamiętaj jedno. Jeśli będę musiała cię ściągać na nasz ślub z jakiejś akcji, to ci obiecuję, że koledzy aurorzy zamiast pić na weselu będą prowadzili śledztwo w sprawie morderstwa na twojej osobie.

- Ale zamordujesz mnie przed, czy po sakramentalnym tak?

- Przed, a potem wezmę ślub z twoim inferiusem, a potem z powrotem go ukatrupię – Ginny powiedziała najswobodniej w świecie.

Cały przysłuchujący się temu pokój – bo nie sposób było nie przysłuchiwać się zawsze, kiedy Harry i Ginny wymieniali groźby – wybuchnął gromkim śmiechem.

Nie było tajemnicą zarówno dla rodziny, jak i ogółu czarodziejskiej opinii publicznej, że auror Harry Potter i gwiazda Harpii Ginevra Weasley przygotowują się do ślubu. Jako, że dla wielu Harry Potter był czarodziejem numer dwa w Wielkiej Brytanii, zaraz po samym Ministrze Magii, to przyjęcie zapowiadało się na towarzyskie wydarzenie sezonu. Młodzi nie rozesłali jeszcze co prawda zaproszeń i nie wiadomo było kto dokładnie je otrzyma, ale gdy tylko gruchnęła plotka, że ślub odbędzie się w samym zamku w Hogwarcie plotkarzy dopadła biała gorączka. Tajemnicą natomiast i to znaną jedynie najbliższym było, że Harry i Ginny od dawna byli już małżeństwem, a swój ślub wzięli w pewną sylwestrową noc na Kiribati. To jednak wiedzieli jedynie ich najbliżsi.

Tak więc wszyscy szykowali się do wielkiego ślubu, tylko nie Harry. Harry uważał za stosowne po prostu się na nim stawić, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie.

Tego magicznego, świątecznego dnia, nawet ciotka Muriel przemawiała ludzkim głosem na równi z pozostałymi Weasleyami. Taki był ten magiczny czas świąt tamtego roku. Praca dopadła Harrego jednak jeszcze nim się skończył.

Późnym wieczorem, kiedy dzieci leżały już w łózkach, a dorośli słuchali radia przy lampce brandy, lub ajerkoniaku Harry zamknąwszy oczy odpłynął w otchłań myśli i wspomnień. Nie słuchał tego co dzieje się w około, choć cichy szmer rozmów sprawiał dziwną przyjemność jego skupionemu na tysiącu innych rzeczy umysłowi. Ginny obserwowała go przez chwilę. Znała ten stan swojego ukochanego. Nie raz widziała go wieczorem w starym fotelu przy cicho włączonym radiu, jak rozwiązywał sobie tylko znane zagadki, lub walczył z nękającymi go demonami. Czasami był wtedy nachmurzony, albo ze złości i wysiłku występowała ma żyłka na czole. Dzisiaj jednak zdawał się być uśmiechnięty. Nigdy nie powiedział jej co w takich chwilach dokładnie myśli, ale lubiła sobie wyobrażać, że wędruje gdzieś po zielonych łąkach wsłuchany w śpiew ptaków, ogrzewany promieniami słońca. Z dala od trosk i niepowodzeń. Każdemu, zwłaszcza Harremu Potterowi potrzebny był taki inaczej magiczny świat.

- Co tam masz Harry? – Siedzący obok Charlie sięgną po lśniący czernią przedmiot, którym bawił się od niechcenia młody auror. – Wiesz co to jest? – Spytał, obróciwszy go kilkukrotnie w dłoniach.

- Miałem nadzieję, że ty mi powiesz – Harry nie otworzył nawet oczu.

Ginny zmarszczyła brwi. Doskonale wiedziała, że Harry wie, a przynajmniej podejżewa czym się bawi. Zaskakujące było to, że to właśnie Charliego, z którym widywał się tak rzadko, sprowokował do zainteresowania się przedmiotem.

- To smocze szkło – Rudzielec powiedział odrobinę zbyt głośno. Wywołując zainteresowanie połowy domowników.

- Naprawdę? Ciekawe skąd się wziął w mojej kieszeni – Harry delikatnie odebrał przedmiot chowając go do aksamitnego woreczka z emblematem departamentu

Oczy Ginny zwęziły się do małych szparek.

W czasie, kiedy mieszkańcy Anglii świętowali nadejście nowego roku, na północy, wśród niedostępnych gór odległej Norwegii z jednej z dolin buchały płomienie. Jeśli komuś udało by się podejść niezauważonym wystarczająco blisko, zobaczyłby dwie setki smoków przeróżnych ras siedzących w idealnym okręgu Buchając raz po raz ogniami z pysków…

 
 

  • RSS