RSS
 

Archiwum - Maj, 2015

Po drugiej stronie biurka

23 maj

- Nie spróbowałeś ani jednego ciasteczka

- Mam tak ściśnięte gardło, że obawiam się by się nie udławić – odpowiedział, wsłuchując się w narastający szum os wlewających się strumieniem do pomieszczenia.

- A jak herbatka?

- Nie będę kłamał – mocniej zacisnął dłoń na glinianym kubku, by opanować jej drżenie. – Piłem już lepszą, Dedalusie – Dedalus Deagle wybuchnął jowialnym śmiechem.

- Przestań się tak denerwować. Świetnie ci pójdzie.

- Skąd ta pewność.

- Bo już to robiłeś.

- To nie było to samo.

- Niech pomyślę. Musiałeś stać naprzeciwko bandy niesubordynowanych nastolatków i starałeś się skupić ich uwagę na tym co masz im do przekazania. Tak, to zupełnie coś innego.

- Wtedy byłem jednym z tych nastolatków.

- A dzisiaj połowa z nich marzy, by być tobą – Dedalus był tak przekonany o swojej racji, że nawet gdyby wszechwiedzący Sfinks mistrz zagadek, albo wyrocznia w Tebach stanęli przed nim i powiedzieli jednym głosem że nie ma racji i tak upierałby się, że ją ma.

- Nie masz czegoś mocniejszego? – Płyn smętnie zabełtał w kubeczku.

- Nauczycielom nie wolno trzymać alkoholu w szkole.

- Od kiedy?!

- Od zawsze.

- Powiedz to Slughornowi.

- Już czas – Deagle wsłuchał się w głos dzwonu bijącego na wieży.

- Idę.

- Idź.

- Idę….. Dedalusie, naprawdę muszę?

- Obiecałeś.

- Minerva mogła zakazać mi wstępu, zamiast się obrażać.

- Powiesz jej to później.

- Po ptakach – podniósł się z krzesła, powoli ruszając ku obdrapanym drzwiom gabinetu nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią. – A jak im się nie spodoba? Nie wiem co mam robić.

- Bądź sobą – drzwi otworzyły się same.

Najpierw był strumień oślepiającego światła, kiedy z pozbawionego okien gabineciku wchodził do skąpanej w wiosennym słońcu sali. Potem było głośne OCH i kilkanaście rozdziawionych ust i par oczu wielkich jak galeony, kiedy znalazł się w klasie pełnej OWUTEMiaków. Uśmiechnął się niepewnie, delikatnie odchrząkując zalegającą mu w gardle tremę.

- Dziewczęta, chłopcy, Ślizgoni. Czy zechcielibyście poświęcić mi kilka minut, by porozmawiać o Czarnej Magii? – Sala eksplodowała salwą dzikiego śmiechu, który rozładował całe napięcie. – Nazywam się Harry Potter i zabiorę was dzisiaj w niesamowitą podróż.

Jesteście OWUTEMiakami i już za kilka dni przyjdzie wam zdawać być może najtrudniejszy egzamin w swoim życiu. Sam nigdy go nie zdałem, więc już wkrótce możecie być mądrzejsi ode mnie. Na marginesie wam powiem, że to wcale nie taki wielki wyczyn, bo sam uczniem byłem raczej przeciętnym. Tym bardziej martwi mnie rola, jaką powierzyli mi Dedalus i pani dyrektor, najwyraźniej o stanie mojej edukacji zapominając. – Wypowiedź Harrego zakończyła kolejna salwa śmiechu zebranych na sali.

No, ale my tu gady gadu, a czarna magia sam się nie zwalczy.

Hydra – podjął nagle, po krótkiej chwili skupienia. – Mityczny potwór. Wąż, któremu po ucięciu jednej głowy w jej miejsce wyrastały dwie kolejne. Istota niemal nie do pokonania. Niemal… Tak samo, jak niemal nie do pokonania jest czarna magia. Kiedy pokona się jednego złoczyńcę, na jego miejsce wyrasta dwóch, czasem trzech kolejnych, mieniących się jego spadkobiercami i kontynuatorami. Kiedyś udaje się w końcu ich dopaść, ale pojmanie przywódcy, nie oznacza tego, że jego poplecznicy złożą broń i staną się przykładnymi obywatelami. Wprost przeciwnie. Stają się często jeszcze bardziej zajadli i mniej obliczalni. Czy to znaczy, że powinniśmy się poddać? Powinniśmy złożyć broń, wrócić do domów, siąść przed kominkami w kapciach, czytając gazetę? Nie sądzę. Lub mówiąc bardziej obrazowo, po moim trupie. Hydrę udało się w końcu pokonać. Uda się pokonać i czarną magię.

Niemal równo przed trzema laty, właśnie w tych, obróconych wtedy w guzy murach pokonałem jednego z najpotężniejszych czarodziejów wszech czasów. Czy dokonałem tego, bo jestem potężnym czarodziejem? Nie. Czy dokonałem tego, bo posiadłem jakąś tajemną moc? Nie. Dokonałem tego, gdyż on okazał się być ignorantem. Od chwili pokonania Voldemorta miałem przyjemność długo podróżować po świecie, poznać wielu wybitnych czarodziejów i dowiedzieć się o tym z jaką przyszło im się mierzyć czarną magią.

Niezależnie od tego, czy byłem we Francji, wraz z kilkudziesięcioma najzdolniejszymi czarodziejami naszego pokolenia, czy też byłem w Chinach przez wiele tygodni obserwując pracę tamtejszych stróżów prawa. Czy też, jak ostatnio uczestnicząc w konferencji w Kapsztadzie. Z tego miejsca chciałbym podziękować organizatorom konferencji w Kapsztadzie za danie mi możliwości uniknięcia uczestniczenia w kolejnych obchodach bitwy o Hogwart. Na marginesie powiem wam, że minister zagroził mi, że jeśli w przyszłym roku odmówię stawienia się na obchodach, to zostanę doprowadzony tu skuty i pod strażą – ta deklaracja wywołała kolejną salwę śmiechu, która przerwała panującą od dłuższej chwili grobową ciszę, której nie ośmieliła się przerwać choćby najmniejsza muszka. – Niezależnie od tego gdzie byłem i jak bardzo egzotyczna i odmienna od naszej była czarna magia, wszystkie one zawsze miały wspólną cechę. Strach i ignorancję. Strach, jaki budzili wśród czarodziejów i ich własną ignorancję, przez którą zostali pokonani.

Kiedy stajecie oko w oko z przestępcą, nie tylko czarnoksiężnikiem, ale przestępcą w ogóle, musicie pamiętać o pewnej bardzo ważnej rzeczy. Ich stroje. Czarne szaty, maski, symbole. Nazwy, jakie nadają swoim organizacjom. Śmierciożercy, czy bardziej współcześnie Mroczna Liga. Wreszcie ich imiona. Lord Voldemort, Książę Półkrwi,przydomki Wielki, Niegodziwy, Straszliwy. Nawet ich postawa, głos i gestykulacja. To wszystko jest gra mająca na celu wzbudzić w was strach. Tak naprawdę za tymi maskami, imionami i groźnymi słowami kryją się mali ludzie, którzy swoje kompleksy chcą budować na cudzym strachu.

Stając twarzą w twarz z takim zakompleksionym człowieczkiem, chowającym swoją twarz za maską, nie możecie okazać strachu. Powinniście stanąć dumni i wyprostowani, głośno mówiąc „Nie boję się ciebie”. Powinniście dobyć różdżki i jako, że jesteście OWUTEMiakami z Obrony Przed Czarną Magią, powinniście w niego wycelować i powiedzieć, że jeśli nie zniknie będzie to jego ostatni dzień na tej ziemi.

Jeśli stoicie w tłumie ludzi, którzy zaczynają panikować na widok przestępcy czy przestępców, musicie pamiętać o jednym. O psychologii tłumu. Jeśli jedna osoba wykaże się paniką, to inne pójdą w jej ślady, ale jeśli jedna osoba stanie i głośno wyrazi swój sprzeciw, to część z tych, którzy jeszcze chwilę wcześniej panikowali, także sięgną po różdżki. Każdy z was jest silny z osobna, ale stając razem stajecie się niepokonani.

Kiedy służyłem jako stróż prawa w Chinach. Służyłem, bo bycie stróżem prawa to służba a nie praca. Miałem przyjemność pilnować przestrzegania prawa w Mieście Smoka. Miasto Smoka to miasto zamieszkane w całości przez czarodziejów, gnomy, rusałki, trolle i wiele innych magicznych stworzeń, a samych czarodziejów mieszka tam więcej, aniżeli w całej Wielkiej Brytanii. Kiedy na ulice Miasta Smoka wychodził któryś ze stróżów prawa, szedł dumnie z podniesioną głową. Choć w mieście mieszkały tysiące czarodziejów, trudno było trafić takiego, który odważyłby się podnieść rękę na stróża prawa. Trudno było znaleźć takiego, który odważyłby się podnieść rękę na zwykłego mieszkańca, obawiając się, że wszyscy w około staną przeciw niemu. Przestępcy byli, bo zawsze są jacyś przestępcy, ale skupiali się oni na walkach między sobą i jeśli nie mogę pokonać Hydry, to chcę ją sprowadzić do takiego poziomu na którym głowy będą kąsały siebie nawzajem nic nie czyniąc ludziom w około.

Drugim aspektem, który pozwala zwyciężyć, jest ignorancja jaką prezentują przestępcy. Tego nie uda wam się już dostrzec na pierwszy rzut oka. To jest nauka dla przyszłych aurorów i członków Patrolu Przestrzegania Prawa. Każdy czarnoksiężnik, każdy przestępca, a nawet każdy zwykły czarodziej wykazuje się ignorancją w jakiejś dziedzinie, dlatego dla pokonania takiego czarnoksiężnika czy przestępcy potrzebna jest wiedza szersza niż ta, którą on sam prezentuje. Oznacza to naukę, naukę i jeszcze raz naukę. Ciągnące się w nieskończoność treningi i godziny ślęczenia nad księgami. W każdym momencie, w którym wasza wiedza wykracza poza umiejętności przeciwnika. W każdym momencie, kiedy tą wiedzę potraficie wykorzystać, macie podanego go na widelcu. Wystarczy tylko go zjeść. Co prawda może to się wam odbić na niestrawności, ale czasami nagroda warta jest ryzyka.

Czarna magia nie jest potężniejsza od zwykłych czarów, zresztą i granica między tymi dwoma często jest mętna i zatarta. Czarna magia nie jest nawet szybsza, ani łatwiejsza. Jest bardziej pociągająca, gdyż oferuje brak reguł, brak zakazów, moralnej odpowiedzialności za własne czyny, oferuje dreszczyk emocji i adrenalinę. Tym jest właśnie czarna magia. Darmowym opium, do którego każdy ma dostęp. Czarna magia kusi i przyciąga, ale też niszczy. Nie mówię o zniszczeniach, jakie mogą poczynić na osobach czarnoksiężników aurorzy. Mówię o zwolnieniu z moralnej odpowiedzialności. Czarna magia może was zwolnić z moralnej odpowiedzialności za swoje czyny, ale nie może was uwolnić od moralności. Jeśli posiadacie moralność, jeśli czujecie wyrzuty sumienia za swoje czynyto nigdy, ale to nigdy nie próbujcie choć na krótką chwilę czarnej magii. Ona was zniszczy. Widziałem ludzi, którzy posiadali kręgosłup moralny, lecz postanowili spróbować czarnej magii. Ich życia kończyły się u podnóży wysokich klifów, na których chwilę wcześniej stali, w odmętach Azkabanu, wykrzykując coś niezrozumiale i na oddziale zamkniętym świętego Munga, gdzie nie wiedzieli, jak się nazywają i do czego służy ubikacja. Czarna magia ich zniszczyła i wy nie popełnijcie tego błędu. Lepiej stańcie po stronie ludzi, którzy chcą uratować tych, którzy zbłądzili z właściwej drogi, aniżeli tych, którzy drogą zatracenia kroczą.

Cieszę się, że tylu spośród was postanowiło zdawać egzamin z Obrony Przed Czarną Magią. Daje mi to wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa. Nie tylko własnego bezpieczeństwa, lecz przede wszystkim bezpieczeństwa wszystkich czarodziei Wielkiej Brytanii. Daje mi to poczucie, że jeśli nawet żadne z was nie zostanie aurorem ani członkiem Patrolu Przestrzegania Prawa, to w kryzysowej sytuacji nie zawahacie się sięgnąć po różdżkę i zrobić tego, co należy.

Na koniec chcę się zwrócić do tych spośród was, którzy chcieliby wstąpić do Biura Aurorów.

Musicie być świadomi, że nie łatwo się dostać do Biura. Egzaminy kwalifikacyjne są trudne. Nie łatwo się też w Biurze Aurorów utrzymać, gdyż jest to niekończąca się seria treningów i testów sprawdzających poziom waszych umiejętności. Jest to wreszcie niemal nieustająca nauka. Godziny ślęczenia nad księgami i w sali treningowej. Jest to tylko droga dla wytrwałych. Jest to wreszcie droga niebezpieczna i często też samotna. Nie wszystkim udaje się stworzyć, a tym bardziej wytrwać w związkach, kiedy nie ma się nigdy pewności, czy kolejnego wieczoru możesz pójść na romantyczną kolację, czy też trafisz w śmierdzący zaułek z różdżką w dłoni i z partnerem u boku. Mimo wszystkich tych przeciwności warto. Naprawdę warto jest zostać aurorem. Dla tych chwil radości po udanej akcji. Dla salw śmiechu, kiedy rozładowujemy napięcie opowiadając sobie żarty. Dla dumy, jaką czujemy mogąc kroczyć w galowym mundurze. Dla poczucia spełnienia, kiedy pomagamy ludziom. Dla tego wszystkiego warto być aurorem.

Pamiętajcie jednak, że aurorzy nie są jedynymi, którzy strzegą prawa i porządku. Pamiętajcie o Patrolu Przestrzegania Prawa. Kiedy po upadku Voldemorta ministerstwo zaczęło się odradzać, na służbie nie pozostał niemal żaden auror. Część straciła życie, inni wylądowali w Azkabanie i tylko dzięki Patrolowi Przestrzegania Prawa i jego Grupie Uderzeniowej w Wielkiej Brytanii nie nastał chaos. Wśród czarodziejów ukuło się krzywdzące pojęcie, że do Patrolu trafiają nieudacznicy, bo wystarczą SUMy by tam pracować, a ja wam powiem, że wolę stanąć z jednym członkiem Patrolu przeciw dziesięciu głoszącym takie opinie, aniżeli przeciw dziesięciu członkom Patrolu stojąc u boku stu, którzy nazywają Patrol nieudacznikami. Jeśli nie uda wam się zostać aurorem nie porzucajcie marzeń o bronieniu prawa. Spróbujcie swoich sił w Patrolu, możecie zrobić wiele dobrego, a kiedyś jako świetny członek Patrolu dostać propozycję zostania aurorem.

Czy są jakieś pytania?

Kiedy szedł pełnym dzieciaków korytarzem czuł, jak krew uderza mu do głowy wraz z każdym kołatnięciem serca i nie pomagały tu żadne z wyuczonych technik relaksacji, czy sposobówobniżenia pulsu. Czterdzieści pięć minut spędzone w klasie wykończyło go bardziej, aniżeli niejedna wielogodzinna walka. Jeśli kiedykolwiek miał jakieś wątpliwości, teraz był już pewien. Nauczanie nie było jego domeną. Przez całe czterdzieści pięć minut zajęć żaden z uczniów nie pisnął choćby słowem przeszkadzając mu w przemowie i biorąc pod uwagę swoje wykończenie zastanawiał się, czy przy przeszkadzającej klasie musieliby go z sali wynosić, czy łatwiej byłoby zakopać go na miejscu z napisem, „Tu leży Harry Potter. Chłopiec którego pokonała banda bachorów.”

 

 

 
 

  • RSS