RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2013

Rok 9: Przecieki, plotki i donosy.

14 sie

Poniżej mamy terminarz wszystkich rozdziałów i notek bonusowych, jakie czekają nas w Roku Dziewiątym. Z przykrością muszę stwierdzić, że nie zmieściły mi się w ramach tych rozdziałów wszystkie planowane wątki i historie, ale w naturze nic nie ginie i jeszcze do nich wrócę.
Zaczęliśmy Prologiem 31 Lipca, a skończymy 28 Czerwca przyszłego roku.

 

Data Rodział Tytuł
31.07.2013 Prolog Prolog.
11.08.2013 Bonus 01 Najgorsze Urodziny w Życiu.
7.09.2013 Rozdział 1 Ślub, którego nikt sie nie spodziewał.
21.09.2013 Rozdział 2 Kryzys przy Grimmauld Place.
5.10.2013 Rozdział 3 Będziemy mieli dziecko.
19.10.2013 Rozdział 4 I choćbym upadł…
2.11.2013 Rozdział 5 Wąż odmieniony?
16.11.2013 Rozdział 6 … podniosę się.
30.11.2013 Rozdział 7 Serce, sercu…
14.12.2013 Rozdział 8 Dwoje znaczy Czworo.
25.12.2013 Bonus 02 Tańcz, zaprosili cię na bal.
28.12.2013 Rozdział 9 Cokolwiek uczynisz kobiecie…
31.12.2013 Bonus 03 Coś się kończy, coś się zaczyna. Cz.1
4.01.2014 Bonus 04 Teoria Upadku.
11.01.2014 Rozdział 10 Człowiek, który nie poznał strachu…
25.01.2014 Rozdział 11 Harpia nieujarzmiona.
8.02.2014 Rozdział 12 Geneza Upadku.
14.02.2014 Bonus 05 Bo miłość…
22.02.2014 Rozdział 13 Z życiem rodzi się nadzieja.
8.03.2014 Rozdział 14 Kobiety też są z Marsa.
22.03.2014 Rozdział 15 Tylko prawda nas wyzwoli.
2.04.2014 Bonus 06 Teddy 2.0
5.04.2014 Rozdział 16 O jedno słowo za daleko?
19.04.2014 Rozdział 17 Z rodziną…
3.05.2014 Rozdział 18 Anatomia Upadku.
4.05.2014 Bonus 07 Victorie, znaczy zwycięstwo.
17.05.2014 Rozdział 19 I am Superstar.
31.05.2014 Rozdział 20 Ra, Ra, Rasputin.
14.06.2014 Rozdział 21 Upadek.
28.06.2014 Rozdział 22 Coś się kończy, coś się zaczyna Cz.II

 

A teraz chętnie posłucham waszych opinii, domysłów, teorii. Może nawet pokusicie się o burzę mózgów. Ciekawe czy zgadniecie o co chodzi w poszczególnych rozdziałach ;)
Pozdrawiam
Kontynuator.

 
Komentarze (58)

Napisane w kategorii Notki Specjalne

 

Najgorsze urodziny w życiu

10 sie

Przez wychodzące na wschód okno, do pokoju wlewał się delikatny blask porannego słońca. Przeciągnęła się leniwie i przekręciła na bok, wyciągając dłoń w stronę sąsiedniej poduszki, ta jednak była pusta i zimna. Otworzyła szybko oczy. Była w swoim pokoju, w wielkim łóżku z baldachimem, tym samym, w którym zasypiali z Harrym poprzedniego wieczoru, tyle że Harrego nie było. Pozostał po nim jedynie zimny ślad na poduszce, dokładnie w miejscu, gdzie spoczywała jego głowa. Obok jej dłoni leżała koperta z kredowego papieru. Usiadła delikatnie na łóżku, pozwalając okrywającej jej ciało narzutce opaść na biodra. Delikatnie otworzyła kopertę, w której ukryty był liścik.

Kochana Ginny.
Przepraszam, że się z Tobą nie pożegnałem, wychodząc do pracy, ale robi się już późno, a Ty tak słodko śpisz. Masz dziś wolny dzień, więc wypoczywaj, zobaczymy się po pracy.
Harry.

Obróciła kartkę, ale po drugiej stronie nic nie było, ani słowa więcej. Spojrzała na wiszący na ścianie kalendarz, by się upewnić. Tak, dziś były jej urodziny, a on nie złożył jej nawet życzeń. Po prostu wyszedł do pracy, zamiast poczekać aż się obudzi. Zawsze się budziła przed jego wyjściem. Spojrzała na zegarek i oniemiała. Było po dziewiątej. Ale się rozespała. Nie! Niemożliwe! Harry nie mógł zapomnieć o jej urodzinach. Wyskoczyła z łóżka, nie zważając na to, że nic nie okrywa jej ciała i wypadła z pokoju, biegnąc wprost do niego, ale tam również nie było jakiegokolwiek znaku, że pamiętał o jej urodzinach. Zawiedziona i poirytowana ubrała leżące w łazience, powyciągane dresy i szarą bluzę Harrego z czarnym napisem „Biuro Aurorów”. Miała taką samą, ale wolała tą, za dużą na nią, cudownie nim pachnącą.

Bosa zbiegła na dół, po drodze przeszukując wszystkie pomieszczenia, ale nigdzie nie było śladu po Harrym lub prezencie urodzinowym. Zrezygnowana i sfrustrowana weszła do kuchni, serce zabiło jej mocniej, kiedy na stole zobaczyła stos pakunków. Podbiegła do leżących paczek i zaczęła przeglądać dołączone liściki. Otworzyła leżący na wierzchu, spory pakunek z życzeniami od taty, w środku był toczek, taki jaki ostatnio stanowił ostatni krzyk mody nakryć głowy, noszonych przez czarodziejki z ministerstwa. Uśmiechnęła się delikatnie, przynajmniej nie były to wtyczki, tata się starał, ale niekoniecznie mu się to udawało. Dalej trafiła na trzy pakunki, po jednym od Rona, Hermiony oraz Rona i Hermiony. Najwyraźniej obawiali się, że wspólny, kompromisowy prezent, może nie być „tym”, George, Angelina, Bill z Fleur, Charlie, nawet Hagrid, otwierała jeden po drugim, uśmiechając się delikatnie, na samym spodzie leżał największy z pakunków. Szybko otworzyła liścik.

Szczęśliwych urodzin skarbie. Musisz nas koniecznie odwiedzić.
Mama.

Szybko rozerwała paczkę skrywającą piękny tort.

- Niedoczekanie twoje – mruknęła. – Hagrid dał mi tort. – Machnęła różdżką, odsyłając prezent do Nory. Nie zrobiło jej się przykro. Rozejrzała się po pomieszczeniu, ale nie było więcej prezentów.
- Stworek!
- Panienka wzywała?
- Czy Harry nie zostawił dla mnie niczego?
- Nie panienko, kazał tylko, by śniadanie było ciepłe. Naleśniki czekają.
- Zupełnie nic nie zostawił, nie kazał ci nic przekazać? – W jej głosie czaiła się rozpacz.
- Nic takiego, panienko. Czy podać śniadanie?
- Dziękuję, chyba nie jestem głodna. – Powlokła się powoli na górę. W głowie kołatała się jej w kółko jedna myśl. „Zapomniał, zapomniał. Jak mógł zapomnieć o moich urodzinach!” Czuła, że oczy zaczynają ją piec, puściła się więc biegiem do łazienki na ostatnim piętrze ich domu. Szybko obmyła twarz, odpędzając złe myśli i pozbawiając się nieznośnego pieczenia z oczu. Chłodna woda przyniosła jej ulgę na krótką chwilę. Jednym szarpnięciem ściągnęła z siebie jego bluzę, nie chciała czuć go w tej chwili, ściągnęła dres i weszła pod prysznic, miała nadzieję, że woda zmyje z niej wszystkie złe myśli, zamiast tego poczuła jak wraz z wodą płyną jej łzy. Usiadła na podłodze, w strumieniu chłodnej wody, składając głowę na kolanach, obejmując je ramionami. Rozpłakała się na dobre i nie potrafiła przestać płakać. Kiedy zabrakło jej już łez, zwyczajnie dygotała z nerwów i rozpaczy.

Kiedy odrobinę się uspokoiła, usłyszała ciche pyknięcie w łazience, podniosła wzrok i przez zaparowaną szybę zobaczyła kłaniającego się do ziemi i zakrywającego sobie oczy Stworka.

- Panienka przebaczy Stworkowi, ale w kominku jest pani Molly Weasley, czar nie chce jej przepuścić, czy panienka zgodzi się, by weszła?
- Nie, niech wraca skąd przyszła. – Ginny bąknęła, dygocząc.
- Tak, panienko. – Skrzat zniknął z cichym pyknięciem. Nie minęła minuta, gdy pojawił się ponownie. – Stworek najmocniej przeprasza, ale panienki matka nalega, by się spotkać.
- Każ się jej wynosić, bo zmiotę ją stąd zaklęciem! Jak sama się nie wyniesie, masz ją stąd deportować, mam to gdzieś, dokąd! – Wrzasnęła histerycznie, nie wiedziała skąd w jej oczach ponownie znalazły się łzy. Sądziła, że wypłakała już wszystkie.
Stworek więcej nie wrócił, nie wiedziała, czy matka sama się wyniosła, czy zrobił to Stworek, miała to w nosie. Kiedy wreszcie wyszła spod prysznica było po pierwszej. Poszła do swojego pokoju, nie mając nadal ochoty na jedzenie.

Około drugiej usłyszała pukanie w szybę swojego pokoiku. Za oknem siedziała sowa. Od razu poznała ministerialnego puchacza. Wszystkie puchacze wysyłane przez Ministerstwo Magii były takie same, ogromne, dostojne i piękne. Otworzyła okno, puchacz nie wleciał, jedynie wystawiając nóżkę z przymocowanym listem. Kiedy tylko go odwiązała, wzbił się w powietrze. Na liście była pieczęć Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Szybko złamała pieczęć i przeczytała korespondencję.

Kadet Ginewra Weasley
Zostaje kadet odwołana z uwolnienia – Tak oficjalnie departament nazywał czas wolny pomiędzy zmianami. – Ma się kadet udać w trybie natychmiastowym do Halfway to Heaven w pobliżu Trafalgar Square, gdzie oczekuje na kadeta zadanie. Po wykonaniu powierzonego zadania otrzymuje kadet urlop do kolejnej zmiany.
Szef Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów.
Timothy Roy.

Ginny przeczytała wiadomość jeszcze dwa razy. Nie rozumiała, jakie zadanie może wymagać odwołania kadeta z dnia wolnego, czemu nie mógł tego wykonać któryś z aurorów, albo kadetów pozostających na służbie. Z drugiej strony, może był to jeden z testów przygotowujących do egzaminów aurorskich. Harry nigdy nie wspominał, jak wyglądał jego półroczny staż. Nie wolno było mu o tym mówić, ale Tonks wspominała o testach polowych.

Szybko przebrała się w mugolskie ubrania i zaraz za progiem domu deportowała na Trafalgar Square. Kiedy wyszła z bocznej alejki, od razu poczuła zapach kawy i ciastek dobiegający z okolicznych kawiarenek. Poczuła niesamowitą pustkę w żołądku i po raz pierwszy pożałowała, że nic nie zjadła tego dnia.

Rozejrzała się wokoło, szukając odpowiedniego szyldu. Kawiarnia była jakieś dwieście metrów od niej. Ruszyła szybkim krokiem, rozglądając się uważnie wokoło, nigdzie nie dostrzegła choćby jednego aurora, lub kogokolwiek wyglądającego lub zachowującego się „nie tak jak trzeba”, co nie znaczyło, że ktoś jej nie obserwuje. W kawiarni było zaledwie kilka osób, w sumie nie dziwiło jej to, patrząc na cennik, to miejsce było dwa razy droższe od reszty lokali w okolicy. W drzwiach przywitał ją ubrany w garnitur kelner.

- Słucham panią. – Zlustrował jej mugolskie, eleganckie, ale nie do końca pasujące do tego miejsca, ubranie.
- Dzień dobry. – Ginny rozejrzała się po lokalu, szukając wskazówki. – Ginewra Weasley? – spytała.
- Ach, tak. Stolik już na panią czeka. – Kelner wskazał dłonią i poprowadził ją do stolika przy niewielkiej kaskadzie wodnej.
- Czy mogę spytać, kto dokonał rezerwacji?
- Rezerwacja telefoniczna. – Kelner uniósł rękę i pstryknął palcami, po chwili przy stoliku pojawił się drugi kelner, przynosząc Ginny jakąś elegancko wyglądającą potrawę wegetariańską i kieliszek musującego wina. Ginny odczekała aż kelnerzy znikną, gdy upewniła się, że jest sama, delikatnie wysunęła różdżkę i prostym zaklęciem sprawdziła, czy potrawy nie są zatrute. Wszystko było w porządku, więc zajęła się jedzeniem, wciąż bacznie obserwując otoczenie. Po zjedzeniu pierwszego dania, na stole pojawiły się ciepłe chlebki, a potem puchar lodów. Przed zjedzeniem każdej potrawy powtarzała zabieg z różdżką. Z każdą sekundą coraz mniej rozumiała z tego, co się tutaj dzieje. Kiedy z pucharu zniknęła ostatnia łyżeczka lodów, przy stoliku ponownie pojawił się kelner z okładką, taką w jakiej przynosi się rachunek. Ginny otworzyła okładkę, obawiając się tego, jaką cyfrę zobaczy. W środku nie było jednak rachunku, a kolejna zapieczętowana koperta z umieszczonym wewnątrz bilecikiem. Bilecik pochodził z miejsca o nazwie „Czerwona Róża” mieszczącego się w Hyde Parku.

Zapraszam serdecznie.

Głosił napis na bileciku. Tym razem nie było to pismo Roy’a. Nie znała tego pisma. Wstała od stolika, nie wiedząc czy ma płacić. Nikt jej jednak nie zatrzymywał, kelner przy drzwiach pożegnał ją z uśmiechem, zapraszając ponownie.
Kiedy tylko znalazła ustronne miejsce, deportowała się do Hyde Parku. Zaczęła powoli przemierzać park w poszukiwaniu „Czerwonej Róży”, nigdzie jednak nie mogła znaleźć takiego miejsca. Po plecach wędrowały jej stada mrówek, niechybny znak, że ktoś ją obserwuje. Kilka razy rozejrzała się ukradkiem, nikogo jednak nie dostrzegła. Może jednak miała już paranoję. Czas płynął, a ona nie mogła odnaleźć tej „Czerwonej Róży”, zaczęła już tracić nadzieję, kiedy jej wzrok padł na czapkę chłopca sprzedającego kwiaty przy jednej z ławeczek Hyde Parku. Na czapce była czerwona róża. Podeszła do niego, podając bilecik. Chłopiec się uśmiechnął i podał pudełeczko z kwiatową ozdobą, taką jak dziewczęta zakładają na dłoń, kiedy udają się na bal. Do pudełeczka doczepiona była karteczka z adresem. Poczuła się pewniej, Pokątna 13/7, wracała do magicznego świata. Deportowała się tak szybko jak mogła, lądując na Pokątnej, przed sklepem Georga i Angeliny.

W środku jak zawsze panował straszny młyn, w końcu udało jej się jednak przepchnąć do lady, za którą stała Angelina.

- Ginny! – Wykrzyknęła. – Raz jeszcze wszystkiego najlepszego. – Ucałowała solenizantkę. – Czym mogę ci służyć?
- Dasz wiarę, że Harry zapomniał o moich urodzinach?
- Ja nie dam. – George pojawił się znikąd.
- Ale to prawda, ani życzeń, ani prezentu. Nic, zupełnie nic.
- A to drań. Już sobie z nim pogadam. Inwestor zasmarkany. – George pokręcił głową. – Przepraszam cię siostrzyczko, ale mamy lekki młyn. – Chciał zniknąć w tłumie, ale Ginny złapała go za rękaw.
- Znasz ten adres? – Pokazała mu liścik.
- Nie, ale może Ang zna. – Przekazał kartkę Angelinie i zniknął.
- Nie nazywaj mnie Ang, mam imię! Tak znam. To w dole ulicy, obok starej lodziarni. – Rzuciła, wracając do klientów.

Ginny poszła we wskazanym kierunku, trafiając przed wąski budyneczek z niepozornymi drzwiami, weszła do środka i znalazła się w długim, jasno oświetlonym korytarzyku. Po obu jego stronach znajdowały się drzwi, sądząc po tabliczkach, prowadziły do biur różnych firm. Na końcu korytarza znalazła drzwi z numerem 7 i napisem: „Szkoła Magii Ruchu”. Otworzyła drzwi, trafiając do przestronnej sali z szeregiem luster i złotą poręczą na przeciwległej ścianie.

- Dzień dobry. W czym mogę pani pomóc? – Spytał przystojny latynos, podchodząc do Ginny.
- Dzień dobry. Dostałam ten adres… Gdzie ja właściwie jestem?
- Szkoła Magii Ruchu. – Latynos odparł z przekonaniem. – A pani to?
- Ginewra Weasley. – Odparła z przekonaniem.
- A, tak. Spodziewałem się pani trochę wcześniej. Ale to nic. Mam wolne popołudnie. Ma pani wykupioną lekcję tanga. – Odparł z zabójczym uśmiechem, od którego każdej dziewczynie zmiękłyby kolana. Każdej, nie Ginny.
- Tanga? Ale ja potrafię tańczyć!
- Zaraz się o tym przekonamy. – Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Klasnął, a wokół rozbrzmiała muzyka, układająca się w takty tanga. – Zaczynamy?

Ginny całkowicie oniemiała, to był najdziwniejszy dzień w jej życiu. Zaczął się tragicznie, gdy Harry zapomniał o jej urodzinach. Teraz, na rozkaz Roya, wykonywała serię absurdalnych zadań. Ginny nie przesadzała, naprawdę umiała tańczyć tango. Latynos był świetnym tancerzem, ale i ona mu nie ustępowała. Ze zdziwieniem odkryła, że ta lekcja sprawia jej nieskrywaną satysfakcję. Wysiłek połączony z niewyobrażalną frajdą z tańca poprawiły jej odrobinę nastrój. Kiedy muzyka ustała, żałowała że lekcja nie może potrwać dłużej.

- Rzeczywiście, umie pani tańczyć tango. To była czysta przyjemność. Na zakończenie polecono mi przekazać pani ten liścik. – Podał jej zapieczętowany pergamin. Znalazła na nim kolejny, tym razem mugolski, adres.
- Kto panu polecił to przekazać?
- Przykro mi, ale nie wiem. Dyspozycja przyszła sową. Miłego dnia. – Latynos zniknął w swoim pokoiku, a zdezorientowana Ginny deportowała się ponownie do mugolskiego Londynu.

Pod wskazanym adresem mieścił się elegancki salon kosmetyczny. Stanąwszy przed ladą z rezygnacją powiedziała jak się nazywa i pozwoliła, by stado kobiet przez ponad godzinę znęcało się nad jej osobą, czesząc ją, piłując i malując paznokcie, niemal wydłubując jej oczy zalotkami, podkreślając kości policzkowe ogromnymi pędzelkami i malując rzęsy i brwi. Kiedy zakończyły się tortury czuła się piękniejsza niż kiedykolwiek, choć nie miała nic do zarzucenia swojej urodzie, nawet przed wizytą w tym miejscu.

Przed wyjściem, zamiast rachunku dostała wizytówkę sklepu przy jednej z reprezentacyjnych ulic handlowych Londynu. Okazało się również, że przy ulicy oczekuje na nią taksówka. To była dopiero piąta przejażdżka samochodem w jej życiu i druga taksówką, nie czuła się zbyt pewnie, ale mogła podziwiać Londyn z zupełnie innej strony niż dotychczas. Podróż nie trwała długo i już po kilku minutach stała pod wskazanym adresem, gdzie mieścił się elegancki sklep z ubraniami. Nim wysiadła, taksówkarz poinformował ją, że będzie czekał na jej powrót. Ledwie pojawiła się w sklepie, od razu została otoczona przez trzy ekspedientki, które doskonale wiedziały kim jest. Ginny odnosiła wrażenie, że nie mają one zbyt wielu klientów. Kobiety niemal zaciągnęły ją do przymierzalni, gdzie oczekiwała na nią długa suknia w kolorze idealnie pasującym do jej płomiennorudych włosów, z głębokim dekoltem i rozcięciem sięgającym wyżej niż połowy uda.

- Czy posiada pani bukiecik? – spytała jednak z ekspedientek.
- Słucham? A, tak, posiadam. – Ginny sięgnęła do kieszeni wiszącego za nią ubrania i wyjęła z kieszeni pudełeczko, tak by kobiety nie zauważyły użycia zaklęcia zmniejszająco-zwiększającego. Kobieta włożyła jej bukiecik na rękę, Ginny zaczęła się zastanawiać, gdzie w sukni bez rękawków ma schować swoją różdżkę. Może to było właśnie zadanie, wysłać ją na bal i sprawdzić czy nie zapomni o uzbrojeniu.
- Byśmy zapomniały o dodatkach! – wykrzyknęła jedna z ekspedientek i wybiegła z przymierzalni, by wrócić z eleganckimi szpilkami i pasującą do nich torebką. Ginny odetchnęła, wiedziała już, gdzie schowa różdżkę. Kiedy kobiety skończyły ją ubierać poprosiła o chwilę samotności. Zaczęła od schowania różdżki, a potem zaczęła się obracać we wszystkie strony, oglądając w lustrach. Wyglądała szałowo, nie, szałowo to złe słowo. Wyglądała wręcz nieprzyzwoicie uwodzicielsko. Dostojnie opuściła przymierzalnię.
- Dziękujemy za wizytę w naszym sklepie. Pani ubrania zostaną odesłane pod wcześniej wskazany adres. – Powiedziała najstarsza z kobiet. Zapewne szefowa. – Życzę pani miłego wieczoru. – Kiedy wyszła ze sklepu, taksówka rzeczywiście czekała, by powieźć ją w nieznane.

Kolejnym przystankiem była elegancka restauracja w ekskluzywnej części miasta. Przystojny kelner w białej liberii poprowadził ją do stolika skrytego za eleganckim przepierzeniem, zapewniającym gościom intymność. Pomógł Ginny zająć miejsce i wyszedł, pozostawiając ją samą.

Nie trwało długo, a w drzwiach pojawiła się kolejna osoba. Najpierw Ginny zobaczyła okazały bukiet składający się z siedemnastu czerwonych i jednej białej róży. Dokładnie tylu ile miała od dzisiaj lat. Bukiet trzymany był, i to sprawiło, że serce Ginny zamarło, by po chwili zacząć pędzić jak oszalałe, przez ubranego w elegancki garnitur, Harrego.

Od samego rana była na niego tak wściekła, że w wezwaniu Roy’a i wszystkich kolejnych wydarzeniach tego dnia, nie wyczuła najmniejszego podstępu. Jak mogła być tak głupia. Jeśli nawet nie wcześniej, to w sklepie z sukniami powinna była się zorientować. Przecież nikt inny nie znał jej wymiarów tak, by wybrać dla niej suknię, nikt, tylko Harry.

- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, kochanie – powiedział, uśmiechając się łobuzersko.
- Ty draniu. – Wstała z miejsca, celując w niego palcem. – Pozwoliłeś mi przez cały dzień myśleć, że zapomniałeś o moich urodzinach. Czy ty wiesz jak ja się czułam? Czy ty wiesz… jak ja cię kocham! – Rzuciła mu się na szyję, mocno całując. – Dziękuję – szepnęła.
- Nie ma za co. – Położył bukiet na stole i pomógł Ginny usiąść. Poczuła jak coś chłodnego dotyka jej szyi, gdy obok medalionu ze zdjęciem Harrego zawisła delikatna kolia.

Kelnerzy pojawiali się znikąd, wkładając kwiaty do wazonu, podając im szampana, menu i wybrane przez nich potrawy, co jakiś czas sprawdzając, czy czegoś im nie potrzeba. W tle snuła się delikatna muzyka. Kiedy z głośników popłynęły pierwsze, grane na gitarze, takty kolejnego utworu, Ginny na chwilę zamarła, wsłuchując się w melodię.

- Jest przepiękna – powiedziała z rozmarzonym uśmiechem.
- Tak, urocza. – Harry przytaknął. – Chcesz zatańczyć?
- Przecież ty nie tańczysz.
- Dla ciebie, tańczę. – Poprowadził ją na pobliski parkiet, gdzie kołysało się kilka par. Harry delikatnie zakręcił Ginny i objął ją w talii. Powoli kołysali się w rytm kolejnych taktów, wsłuchując w słowa nucone przez wokalistkę.

You’re a song
Written by the hands of god
Don’t get me wrong cause
This might sound to you a bit odd
But you own the place
Where all my thoughts go hiding
And right under your clothes
Is where I find them

- To będzie nasza piosenka – szepnęła Ginny.
- Kocham cię.

To były najlepsze urodziny w jej życiu.
____________________________________________________________________________________________________________________
Inspirowane utworem: Underneath Your Clothes wyk. Shakira.
1. Utwór pochodzi z 2002 roku, czyli powstał około dwa lata po wydarzeniach z notki, ale strasznie mi pasował do nich i był właśnie inspiracją. Więc wybaczcie.

 

Rok Ósmy, PDF.

05 sie

Moi drodzy.
Jeśli jesteście zainteresowani otrzymaniem opowiadania „Rok Ósmy” w formie pdf, zgłoście się w komentarzach. Wystarczy proste: Ja, mi, tak, czy inne pozytywne odpowiedzi i już wkrótce rok ósmy znajdzie się w waszych rękach. Wypełnijcie tylko proszę pole e-mail przy pisaniu komentarza.

Pozdrawiam
HP:Kontynuator

SPOILER Rok 9.

No może nie Spoiler, ale komentarz jednej z czytelniczek, gdy zapoznała się z fragmentem fabuły Drugiego Rozdziału nadchodzącego opowiadania:

„Nie wiem co palisz, ale chyba za dużo, lepiej odstaw na jakiś czas.”

 
 
 

  • RSS