RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2013

Rok 9: Prolog

30 lip

 

Słońce wpadało przez okno, wypełniając niewielki pokoik rozkosznym ciepłem. Pokoik ten znajdował się na pierwszym piętrze niezwykłego domu, a z jego okna roztaczał się przepiękny widok na wzgórze i sad, w którym mieszkańcy tego niezwykłego domu zwykli grywać w quidditcha, niezwykłą czarodziejską grę. Od dłuższego czasu już nikt nie grał w sadzie w quidditcha, bo i w Norze nie mieszkały już dzieci, które kochały tę grę. W niewielkim pokoiku o jasnych ścianach, obwieszonych plakatami Fatalnych Jędz i Gwenog Jones, też nie miał kto mieszkać. Dzisiaj jednak, po raz pierwszy od kilku tygodni, krzątała się po nim jego właścicielka i nie była sama.

- Kiedy oni się zjawią! – Ginny co chwila wyglądała przez okno. – Czemu nie ma ich tyle czasu?
- Spokojnie. – Głos Hermiony był opanowany, może nawet znudzony. – Ron złoży przysięgę przed Wizengamotem, co zapewne już zrobił. Potem na pewno wrócą do biura, przecież chłopaki też muszą mu pogratulować. Pamiętasz, Harry opowiadał jaką urządzili balangę jemu i Nevillowi. Jestem pewna, że wrócą tak szybko jak będą mogli. – Spokojnie rozczesywała swoje włosy.
- Ale Harry musi dokończyć zmianę. Czemu ja nie mogę mieć dzisiaj zmiany razem z nim? – Ginny ani myślała się uspokoić.
- Neville ci przecież pisał, że Ariel zwolni ich wcześniej. Taka niespodzianka. – Hermiona zakręciła sobie loki na części włosów. – A jak tam u was? Nadal się kłócicie? – Odłożyła szczotkę i różdżkę, zabierając się za tusz.
- Nie kłócimy się. – Ucięła. W lustrze odbijały się uniesione brwi Hermiony. – My się nie kłócimy. My się nie zgadzamy w jednym punkcie.
- Dla ciebie zasadniczym. – Podpowiedziała Hermiona. – Czy raczej dla obojga?
- Tak. Ja nie rozumiem, czemu on nie chce mnie wspierać w spełnianiu marzeń. – Ginny opadła wreszcie na łóżko.
- A czy to jest aby na pewno twoje marzenie?
- Tak. Tak, tak. Chcę z nim pracować. Walczyć u jego boku, a on chce, bym wyleciała z Biura Aurorów.
- Jak myślisz, który kolor?
- Co? A, Róża Morgany. Będzie ci pasować do sukienki. – Wskazała na szminkę w najbliższym koszyku.
- Naprawdę nie rozumiem, po co ci tyle tego. W życiu nie widziałam cię nimi umalowanej. – Sięgnęła po wskazany odcień. – Więc Harry przeszkadza ci w zaliczeniu testów?
- Nie, ćwiczy ze mną kiedy tylko go poproszę.
- Więc odciąga cię od nauki prawa?
- Żartujesz? Godzinami siedzi ze mną nad kodeksami, zupełnie jakby to on miał zdawać i podsuwa mi jeszcze notatki.
- Ale twierdzisz, że chce, żebyś wyleciała? – Hermiona uśmiechnęła się kpiąco.
- Tak! Ciągle mi powtarza. „ Po co to robisz, to niebezpieczne. To moje zadanie cię chronić. Możesz robić tysiące innych rzeczy.” Bla, bla, bla.
- Ma rację. – Hermiona skończyła się malować.
- Słucham?!
- Możesz robić tysiące różnych rzeczy. Być kim zechcesz, a uparłaś się być aurorem. Zagarnąć mu jedyną rzecz w jakiej czuje się dobry. Uparłaś się, by odebrać mu sens tego co robi. – Podeszła do szafy, na której wisiała jej sukienka.
- Słucham? – Ginny była w szoku.
- Wy naprawdę musicie wreszcie poważnie porozmawiać. – Przyjaciółka pokręciła głową, zdejmując swoje codzienne ubranie. – Harry może opowiadać, że został aurorem, by walczyć ze śmierciożercami, że planował to, by walczyć z Sama-Wiesz-Kim.
- Voldemortem. – Ginny poprawiła ją machinalnie.
- Tak, z Voldemortem. Ale to nie do końca prawda.
- To jaka jest ta wielka prawda? – fuknęła Ginny. – Oświeć mnie, proszę.
- Po co ten sarkazm? Harry wini się za wszystko to, co spotkało nas od śmierciożerców i Voldemorta od dnia, w którym zginęli jego rodzice. Czuje potrzebę bycia bohaterem tragicznym. – Hermiona opowiadała to wszystko monotonnym, znudzonym głosem. Zupełnie, jakby recytowała opis jakiegoś strasznie romantycznego miejsca z babskiej powieści.
-Hej! – Ginny poderwała się oburzona.
- To inaczej. Chronienia wszystkich wokoło. – Poprawiła się przyjaciółka. – Lepiej? Wszystko było w porządku, gdy był na pierwszym roku. Voldemort zaatakował jego, on zaatakował Voldemorta. Potem wszystko się popaprało. Voldemort zrobił fatalny błąd. Nigdy nikogo nie kochał i nieświadomie zrobił to sprawą osobistą. Tom Riddle zaatakował osobę Harremu bliską. Siostrę jego najlepszego kolegi. Ciebie. – Hermiona nadal mówiła znudzonym głosem osoby, która musi wyjaśniać rzeczy oczywiste.
- Harry wziął to do siebie?
- Ooo i to bardzo. Jak Voldemort zabił Cedrika, już nie mieli odwrotu. Harry by nie odpuścił. Zapnij mnie, proszę. – Ginny pomogła zapiąć zwiewną sukienkę Hermiony.
- Ale co to ma wspólnego z moim byciem aurorem?
- To ma wspólny cały szósty rok. To, że ze sobą chodziliście! Harry nigdy się z ciebie nie wyleczył. Każdego wieczoru, każdego dnia, którego wędrowaliśmy w poszukiwaniu Horkruksów, Harry szukał kropki z twoim imieniem na mapie. Chciał zabić Voldemorta nie dla nas, nie dla siebie, tylko dla twojego bezpieczeństwa. Kiedy wstąpił do Biura Aurorów, zrobił to, by chronić ciebie. Tylko o to dbał. Nie o swoje bezpieczeństwo, nie o bezpieczeństwo wszystkich czarodziejów świata, tylko twoje.
- A ja mu…
- Pokazałaś, że potrafisz sama się ochronić. To tak, jakbyś powiedziała, że całe jego poświęcenie, wszystko co robi, nie ma sensu.
- Czemu mi tego nie powie?
- Przecież go znasz. I jak? – Hermiona delikatnie okręciła się wokół własnej osi.
- Pięknie wyglądasz. Ron będzie zachwycony.
- Wiem. – Hermiona odparła z dumą. – Za to ty….
- Co ja? Założyłam sukienkę, którą kupił mi do Rio, a nie miał szansy w niej zobaczyć. Też powinien być zachwycony!
- Tak. – Hermiona lustrowała ją krytycznym spojrzeniem. – Sukienka jest przepiękna. Muszę pogratulować mu gustu. Ale może warto go zaskoczyć?
- Sukienka go nie zaskoczy?
- No, zaskoczy. Ale tak sobie myślę. Te twoje włosy…
- Harry kocha moje włosy!
- Wiem, wiem, już to mówiłaś. Może kochałby je bardziej, jeśli by go raz ich pozbawić?
- Chcesz mnie pozbawić włosów?! – Ginny wrzasnęła przerażona takim pomysłem.
- Nie ciebie, tylko jego. Siadaj. – Pociągnęła Ginny na przed chwilą zajmowany fotel. – Zrobimy ci warkocz.
- Już mnie widział w warkoczu.
- Ale nie francuskim. – Zabrała się za rozczesywanie i zaplatanie włosów Ginny. Musiała mieć w tym niezłą wprawę, gdyż mimo niezwykle długich włosów, jakie zwykła nosić Ginny, uplecenie warkocza zajęło nie więcej niż pięć minut.
- Zgoda. – Przyznała, kiedy Hermiona związywała końcówkę jej włosów. – Wygląda…. Inaczej.
- Jeszcze nie skończyłam. Nie kręć się, proszę. – Hermiona wyczarowała niewielki stosik mugolskich wsuwek do włosów, które przywiodły Ginny na myśl stos igieł. W chwilę później zaczęła zwijać wiszący na szyi i plecach warkocz, aż schowała go pod zaplecione na głowie włosy. – Gotowe.
- Dziękuję, Hermiono. – Ginny zaczęła wiercić się przed lustrem, by zobaczyć się ze wszystkich stron. Tym co przykuwało uwagę, nie była jej fryzura, lecz długa, smukła szyja o alabastrowej barwie, gdzieniegdzie ozdobiona kilkoma piegami. – Wygląda wspaniale. – Delikatnie przejechała palcem po swojej szyi.
- Tak, aż żałuję, że nie wpadłam na to, kiedy czesałam siebie. – Hermiona mruknęła lekko zamyślona.
- Myślisz, że mu się spodoba?
- Najlepiej zapytaj jego, właśnie idą przez podwórze. Nasi dwaj aurorzy. – Odparła wpatrzona za okno.
Ginny nawet nie spojrzała na podwórko. Nim Hermiona zdołała się odwrócić od okna, była już w połowie schodów prowadzących na dół domu. Przez niewielki salonik i kuchnię, w której Molly kończyła przygotowywać obiad na cześć swojego syna, przemknęła niczym smuga. Chciała zaprezentować się swojemu narzeczonemu w zielonej sukience, którą sam dla niej wybrał, w promieniach słońca ogrzewających podwórko. Ledwie jednak minęła drzwi wejściowe, zderzyła się z czymś cudownie ciepłym i cudownie pachnącym, a potem poczuła, jak powoli leci naprzód w kierunku ziemi.
- Wingardium Leviosa!
- Impedimenta!

Usłyszała dwa niemal jednoczesne okrzyki. Najpierw poczuła jak unosi się w powietrzu, obejmowana przez silne ramiona, a potem świat nagle zwolnił. Upłynęły może 3 sekundy, a świat ponownie przyśpieszył i opadła na grube, puchowe, poduchy. Leżała w objęciach Harrego, który patrzył na nią odrobinę rozbawionym wzrokiem. W tle słyszała niekontrolowany śmiech Rona i Hermiony, to oni uratowali ich przed bolesnym upadkiem.

- Ekhm. – Usłyszeli zdenerwowane chrząknięcie, a śmiechy przycichły. – Tak długo, jak znajdujecie się w moim domu, macie się zachowywać stosownie. – Molly musiała pogodzić się z zaręczynami jedynej córki z Harrym i przeprowadzką Ginny do jego domu, nie znaczyło to jednak, że ich stosunki były ciepłe. Artur określał je mianem dalekich od ideału, Bill z Georgem, zaprzyjaźnianiem się smoków. – Nie życzę sobie oglądać zabaw łóżkowych pod moim oknem! – Ginny nie wiedziała w pierwszej chwili, co może być złego w upadku na stos poduch. Dopiero po chwili poczuła rozkoszny prąd przeszywający jej ciało. Zrozumiała, że upadając na poduchy, musiała zarzucić nogę na biodro Harrego, a ten niecnie wykorzystał jej krótką sukienkę, by delikatnie muskać opuszkami palców jej udo.

Słysząc wypowiedź Molly Ron z Hermioną ponownie wybuchnęli śmiechem. Ginny speszyła się i zaczerwieniła po cebulki włosów. Co wprawiło brata i jego dziewczynę w jeszcze większe rozbawienie. Harry zdawał się tym nie przejmować. Spokojnie wstał, podnosząc ją delikatnie ze sobą.

- Jak zawsze, twoja obecność zwala mnie z nóg. – Uśmiechnął się do niej z delikatnym błyskiem w oku.
- Myślałam, że jesteście dalej. – Bąknęła. – Chciałam ci się zaprezentować.
- Wyglądasz cudownie. – Pocałował ją delikatnie, w kuchni nóż mocniej wbił się w deskę. – Dziękuję za refleks, Ron, Hermiono, witaj.
- Tak. – Przyznał Ron. – Gdyby Hermiona was nie spowolniła i nie wyczarowała poduszek.
- Nie były potrzebne. Twój pomysł z wylewitowaniem był lepszy. Mogliśmy postawić ich spokojnie na ziemi.
- Tak, oboje byliście cudowni. – Ginny przewróciła oczami. – Ron, wyglądasz szałowo w tym mundurze. – Pochwaliła brata.
- Dzięki siostro.
- Harry, czemu ty nie masz takiego munduru? – Zapytała lekko zawiedziona.
- Mam, wisi w szafie, to mundur na specjalne okazje.
- Harry go nie potrzebuje i bez niego wygląda „czadersko”. – Ron mrugnął do przyjaciela, a ten sapnął zdenerwowany. – Sto razy lepiej ode mnie.
- Nieprawda, naprawdę wyglądasz szałowo. – Hermiona pocałowała Rona, mocno go obejmując. Harry zauważył w oknie twarz Molly, która najzupełniej nie przejęła się takim zachowaniem.
- Podwójne standardy – mruknęła Ginny, która najwyraźniej również zauważyła swoją matkę. – Harry, czy ty piłeś? – spytała znienacka, kiedy mocniej się do niego przytuliła.
- Przepraszam – burknął. – Tylko jednego. Ktoś rozpowiedział w biurze, że mam urodziny. – Spojrzał spode łba na Rona. – Naprawdę tylko jeden.
- Tylko zapytałam. Chodź, musisz jeszcze trochę pomachać różdżką przed obiadem. Oby alkohol ci nie zaszkodził, bo będę bardzo zła, jeśli się nie wykażesz. – Pociągnęła go za rękę, a on spojrzał zdziwiony. – Och, o czym ty myślisz, Harry Potterze! – ofuknęła go. – Masz mi pomóc przygotować stoły. Ty też, Ron!

- Dzień dobry pani Weasley. – Harry przywitał się przesadnie uprzejmie, kiedy przechodzili przez kuchnię, w drodze do ogrodu, gdzie rozstawione miały być stoły.
- Dzień dobry, młody człowieku. – Molly Weasley obiecała swojemu mężowi, że będzie dla Harrego uprzejma, nie do końca jednak jej się to jak dotąd udawało.
- Pośpieszcie się, goście zaczną się niedługo schodzić. – Ginny popędziła pozostałą dwójkę.
- Emm, Ginny. – Hermiona odezwała się niepewnie. – Sądzę, że Ron powinien najpierw zdjąć ten mundur.
- Nie, nie ma takiej potrzeby. – Zaoponował świeżo upieczony auror.
- Ale, naprawdę, musi ci być w nim niewygodnie. – Powiedziała z naciskiem, nerwowo spoglądając w stronę schodów.
- Och Merlinie. – Harry jęknął z rezygnacją. – Nie męcz go przed kolacją. Przecież i tak zostajesz tu do poniedziałku.
- Skąd taki pomysł? – Hermiona spytała zmieszana, a Harry spojrzał na nią porozumiewawczo, delikatnie unosząc brwi. – Nie wiem o czym mówisz. – Posłała mu karcące spojrzenie. Wzruszył ramionami, odwracając się ponownie w stronę saloniku, z którego prowadziły drzwi na zewnątrz.
- Tak, jak powiedziałem, nie męcz Rona teraz, bo zabraknie mu sił przed wieczorem.

Ron z Harrym kilkoma machnięciami różdżek ustawili trzy długie stoły i krzesła. Ginny wyczarowała na nie barwną zastawę, natomiast Hermiona zajęła się ozdabianiem otaczających trawnik drzew i krzewów różnokolorowymi wstążkami, i innymi, barwnymi ozdobami. Ginny z Ronem patrzyli na ten pokaz artystycznych umiejętności z nieskrywanym zachwytem, Harry postanowił wtrącić do dzieła Hermiony swoje trzy grosze, wyczarowując unoszące się nad krzesłami, różnokolorowe, chińskie lampiony.

- Czy ktoś może mi powiedzieć, co robią te poduszki przed drzwiami? Szykuje się jakaś bitwa? Jak tak, to ja w to wchodzę. – George pojawił się dokładnie w momencie, kiedy kończyli ozdabiać ogród.
- Nie, to tylko Ginny witała się z Harrym. – Hermiona odparła, ostatni raz machnąwszy różdżką.
- O, to musiało być nie lada powitanie.
- Zamknij się – warknęła Ginny, nie do końca wiadomo, do Georga czy Hermiony. – Ja tylko na niego wpadłam, a poduszki to robota Hermiony, żebyśmy się nie przewrócili na ziemię. Cześć Angelino. – Uśmiechnęła się do wchodzącej za Georgem dziewczyny.
- Hej wam. – Uśmiechnęła się czarnoskóra kobieta.
- Miło, że przyszliście razem. – Ginny dokończyła radośnie.
- Nie przyszliśmy razem, tylko jednocześnie, bo oboje byliśmy zaproszeni. – Poprawiła ją Angelina.
- Tak, a George nie chodzi z tobą tylko obok ciebie. – Harry wyszczerzył zęby.
- Raczej za nią. – Poprawił go Ron, ale szybko się zreflektował, napotykając wzrok Hermiony. – Tak czy siak, strasznie fajnie was widzieć.
- Cześć siostra. – George cmoknął Ginny w policzek. – Hermiono. Aurorze. – Dokończył, nisko kłaniając się bratu.
- Przestań się z niego nabijać, koślawy. – Angelina pokazała język swojemu szefowi. – Strasznie fajnie, że ci się udało, Ron. – Mocno przytuliła rudzielca. – To co, ty będziesz następna? – Zwróciła się do Ginny.
- Tiaaa. – Harry odpowiedział z przekąsem, za swoją narzeczoną.
- Państwo Potter, najlepsi aurorzy Wielkiej Brytanii! – Zaśmiał się George.
- In spe. – Poprawiła go Ginny.
- Ale co in spe? Państwo Potter, czy najlepsi aurorzy, siostrzyczko? – Posłał jej łobuzerski uśmieszek. – Harry! Ja ci się nigdy nie wypłacę. – Podszedł wreszcie do solenizanta. – Najlepsze życzenia, stary, ale co to za pomysł, żeby to mi dawać prezent na twoje urodziny! Naprawdę, nie wiem co mam ci teraz dać. Te chińskie zabaweczki idą jak woda.
- Tysiąc sto siedemdziesiąt galeonów, szesnaście sykli i trzy knuty. – Odparł mu Harry.
- Co?
- Tyle jesteś mi winien, jeśli koniecznie chcesz się wypłacić.
- Ehm, no tak. Ale te no. Wszystko to co, no poszło to w obrót, to są…
- Przecież ja żartowałem. Fajnie, że chińszczyzna ci się przydała. – Klepnął rudzielca w ramię. – To jak – zniżył głos – chodzisz z Angeliną, czy za Angeliną? – Spojrzał za plecy jednouchego, gdzie Angelina rozmawiała z dziewczętami. Ron, nie wiedząc, co ma ze sobą zrobić, nerwowo bawił się różdżką.
- Ja za nikim nie chodzę – mruknął George. – Baby to same problemy.
- Święte słowa. Żyć z nimi ciężko, ale bez nich też się nie da. Idź do swojego brata. Jest dziś strasznie nerwowy, przyda mu się odrobinę luzu przed zachodem słońca. – Zakończył tajemniczo i przyłączył się do grupy dziewcząt, które plotkowały o pewnym przystojnym graczu quidditcha, chichocząc przy tym niekontrolowanie.
- Co jest z wami i tymi graczami, dziewczyny? – spytał, stając za Ginny i mocno ją obejmując.
- Oj, ten jest akurat wyjątkowy. – Zachichotała Angelina. – To Szkot i jest tradycjonalistą i ostatnio spadł z miotły i… – rozchichotały się ponownie.
- Tak, chyba łapię puentę. – Harry pokręcił głową.
- A powiedz co jest takiego, z aurorami i….
- Dobry wieczór wszystkim. – Pytanie przerwało jej pojawienie się Billa i Fleur. – O co chodzi z tymi poduszkami?
- Ginny witała Harrego. – George odparł z przewrotnym uśmieszkiem.
- Nieprawda! – Zaprotestowała Ginny. – To nie było tak.
- Wszystkiego najlepszego panowie au’hrorowie. – Fleur powiedziała, obdarowując ich cudownym uśmiechem.

Dziewczęta zniknęły po chwili w kuchni pomóc pani Weasley w kończeniu uroczystej kolacji.

Bracia Weasleyowie i Harry zostali na zewnątrz, rozmawiając o Quidditchu, i kobietach, bo o czym innym mogą rozmawiać mężczyźni, kiedy kobiet nie ma w pobliżu.

- Dzień dobry Weasleye! – Od progu dał się słyszeć głos Artura. – O co chodzi z tymi…
- Och, Merlinie! – Ginny wykrzyknęła poirytowana i machnęła różdżką w stronę drzwi. Zrobiła to zbyt energicznie i poduszki zamiast zniknąć eksplodowały, rozsiewając pierze po całym podwórzu i pokrywając Artura białym puchem. Dziewczęta, które to widziały, wybuchnęły śmiechem.

Jeśli tylko ktoś myślał, że Nora zapełniła się już gośćmi po brzegi, był w błędzie. Jeszcze przed rozpoczęciem kolacji progi tego niezwykłego domu przekroczyła pani Tonks z małym Teddym, oraz niespodzianka, Charlie. Chłopiec – Teddy, nie Charlie – od razu znalazł się w ramionach swojego ojca chrzestnego i miał tego miejsca nie opuścić już do samego końca. Nie było pewnym, kto bardziej ucieszył się ze spotkania. Chłopiec, czy jego chrzestny. Dość powiedzieć, że od tej chwili niemal cały świat przestał dla Harrego istnieć. Niemal cały, bo Ginny nadal była w jego centrum.
Ci, którzy znali Harrego od lat, zupełnie go nie poznawali. Zwykle stonowany, odrobinę wycofany i nad wiek dojrzały, Harry, przy Teddym stawał się wulkanem energii i najmniej rozsądnym czarodziejem na ziemi, choć przyznać trzeba, że nigdy, nawet na sekundę nie naraził chłopca.

Goście z rozbawieniem mogli obserwować, jak Harry biegał po podwórku z wysoko uniesionym Teddym, udając że chłopiec lata, albo padał na czworaka, pozwalając jeździć chrześniakowi na sobie, jak na koniu. Ku radości dziecka, zmienił jeden ze starych rondli w Beagla, który popędził Krzywołapa na drzewo, nim ponownie stał się rondlem (Hermiona nie była zadowolona).

- Piotrusiu Panie. – Ginny odezwała się z rozbawieniem. – Pora dorosnąć.
- Słyszysz maleńki? – Harry odezwał się do Teddy’ego. – Kapitan Hak, wzywa nas na obiadek.
- Ja ci dam Kapitana Haka! – krzyknęła niezbyt poważnie, idąc w jego stronę i grożąc mu palcem. – Od dziś śpisz na kanapie, za karę.
- Na jakiej kanapie? Przecież ja mam własny pokój. Chyba, że zamierzasz oddać moje łóżko Hektorowi?
- Łapie – fuknęła. – Hektor i tak z tobą sypia. – Ta uwaga rozbawiła wszystkich, łącznie ze sprzeczającą się parą.

Harry miał rację w jednej sprawie. Byli z chłopcem wołani do stołu, na którym pojawiły się pierwsze potrawy wystawnego obiadu.

Kiedy wszyscy zabierali się już za przygotowaną rodzinnym przepisem Fleur, zupę rybną, do biesiadników dołączył Percy.

- A ty sam? – Harry spytał, nim Percy zdążył się odezwać.
- A z kim miałem przyjść? – spytał zdziwiony.
- No skoro praktycznie nie rozstajesz się już z pracą, zabierając ją nawet do domu, sądziłem że zabierzesz ją i tu.
- Nie zwykłem zabierać pracy na imprezy rodzinne.
- Ale do domu zwykłeś. – Uśmiechnął się ironicznie.
- Nie bardzo wiem o czym mówisz. – Percy zmierzył młodego aurora niepewnym spojrzeniem. – W każdym razie, wszystkiego najlepszego, Ron. Harry… tobie też. – Usiadł obok swojej bratowej, gdzie wciąż jeszcze były dwa wolne krzesła. Od kiedy tylko Harry wyczarował stoły, Ginny upierała się, że ustawił o jedno krzesło za dużo, on zaś powtarzał, że wszystko się zgadza i za nic nie chciał słuchać jej wyliczanek. Ucinając ostatecznie, że wolne miejsce, to koło ratunkowe, gdyby któryś z facetów miał dość zrzędzących dziewcząt. W odpowiedzi, Ginny pokazała mu język i obróciła z rozmachem, zapominając, że nie ma rozpuszczonych włosów, którymi mogłaby go zdzielić po twarzy.

Zabawa rozkręcała się z minuty na minutę. Zebrani przy stole biesiadnicy przekrzykiwali się, opowiadając zabawne historie. George z Angeliną prześcigali się w serwowaniu dowcipów, a Teddy popisywał się swoimi pierwszymi spacerami, które robił dzięki pomocy Harrego, podtrzymującego go za rączki. Wywołał prawdziwą burzę oklasków, kiedy Harry, trzymając go w ramionach, usiadł obok Ginny, która natychmiast zaczęła chłopca zaczepiać. Malec miał w zwyczaju pokazywać u kogo na rękach chce być, odpowiednio zmieniając kolor i długość swoich włosów, teraz zupełnie nie mógł się zdecydować, którego z opiekunów woli bardziej, w końcu, na środku jego czarnej czuprynki, pojawił się ogromny, płomiennorudy, irokez. Wszyscy zebrani wybuchnęli śmiechem i pochwalili malca burzą oklasków.

- Przepraszam. – Kiedy wrzawa odrobinę ucichła, usłyszeli delikatny głos od drzwi. Harry, wyćwiczony w byciu spostrzegawczym, już od dłuższej chwili obserwował kryjącą się przy futrynie postać. Kryjący się gość, również go obserwował, uśmiechając się niepewnie. Nowy gość znał, a właściwie znała, tutaj tylko dwie osoby, Harry był jedną z nich. – Nie chciałam przeszkadzać, spóźniłam się trochę. – Na dźwięk tego głosu, Percy odwrócił się tak gwałtownie, że omal nie skręcił sobie karku i nie spadł z krzesła.
- Aud… Panna Merryflower? – Poprawił się w ostatniej chwili.
- Wejdź Audrey. Zaprosiłem cię, więc jesteś mile widziana. – Harry podał Ginny Tedy’ego, i podszedł do nowego gościa. – Strasznie fajnie, że jesteś. Osobom, które nie znają. Audrey Merryflower. Przemiła osoba, dzięki której polecieliśmy z Ginny do Rio. Teraz dba o to, by Percy nie przejął władzy w ministerstwie. – Wszyscy, prócz Percy’ego, wybuchnęli śmiechem. Audrey uśmiechnęła się raz jeszcze nieśmiało. – Zechcesz usiąść koło Percy’ego? Obok mnie, niestety nie ma już miejsca.
- Oczywiście. Z miłą chęcią i nim zapomnę, mam prezenty, dla ciebie i Ronalda. – Podała obu mężczyznom małe pudełeczka, obcałowując im policzki. – Nie musicie otwierać teraz. – Delikatnie usiadła obok speszonego Percy’ego.
- Czy możesz mi wytłumaczyć, czemu ta Audrey całuje ciebie i Rona? – Ginny syknęła Harremu do ucha, kiedy usiadł ponownie koło niej. – I co ona w ogóle tutaj robi?
- Zazdrosna? – Harry spytał z zainteresowaniem.
- Ani trochę – prychnęła. – Ale czekam na wyjaśnienia.
- Tak właściwie, to ona należy do rodziny.
- Słucham?! – Ginny niemal wykrzyknęła, a wszyscy odwrócili głowy w ich stronę. – Słucham? – Powtórzyła szeptem, kiedy reszta gości powróciła do przerwanych rozmów.
- Oficjalnie wiem, że pracuje z Percym na jego prośbę, no i kilka razy im przerwałem flirtowanie.
- A nieoficjalnie? – Ginny spytała z naciskiem.
- Ginny, ja nawet nie powinienem tego wiedzieć, to dziewczyny z biura mi wypaplały, jak poszedłem do nich z dokumentami. Sama wiesz jakie to gaduły…
- Które dziewczyny paplały? – Mierzyła go wzrokiem.
- No z wydziału rejestracji czarodziejów. – Powiedział niepewnie i się zaciął.
- Co takiego, te dziewczyny ci wypaplały tym razem? – Ginny już przywykła, że od ukazania się artykułu, Harry stał się chodzącą skarbnicą plotek, przekazywanych mu przez wszystkie młodsze i starsze czarownice ministerstwa, niezależnie od ich stanu cywilnego.
- No, wypaplały, że złożyła podanie o zmianę adresu w aktach. Od miesiąca mieszkają razem. – Ginny szybko zamrugała, kilka razy zezując w kierunku nowego gościa, który wdał się w nieśmiałą rozmowę z Fleur, przechylając się przez Percy’ego, który był spięty i sztywny, jakby połknął kij od szczotki. – To jest naprawdę ekstra dziewczyna. Zobaczysz. Ale nic nie mów. Nikt oprócz mnie nie wie.
- Mhmmmm – Mruknęła niezadowolona.
- Pamiętaj, my też mieszkamy razem.
- Ale nie w tajemnicy. – Ucięła rozmowę.

Zgodnie z przewidywaniami Harrego, nie trzeba było wiele czasu, by Audrey kupiła sobie wszystkich Weasleyów. Dziewczyny zwyczajnie nie dało się nie lubić. Nim słońce zaszło za horyzontem, a przy stole zrobiło się bardziej uroczyście, wszyscy (wliczając w to Molly) uwielbiali Audrey, a ta bez skrupułów opowiadała, co śmieszniejsze wpadki zazwyczaj sztywnego Percego i ścigała się z Georgem i Angeliną na dowcipy. Jednocześnie, czego nikt nie mógł jej odmówić, była niesamowicie inteligentna i oczytana, tak, że Hermiona znalazła wreszcie równą sobie rozmówczynię.
Zmęczony dokuczaniem swojemu ojcu chrzestnemu – który nie miał nic przeciw – i graniem w łapki z ciocią Ginny, Teddy usnął w końcu na kolanach Harrego, nadal trzymając w rączkach jedną z dłoni Ginny. Cała trójka siedziała więc przytulona, przysłuchując się prowadzonym rozmowom i co jakiś czas karmiąc się wzajemnie smakołykami.

- Ale słodko wyglądają. – Angelina szepnęła do Georga zbyt teatralnie. Wszystkie rozmowy nagle zamarły. Harry i Ginny powiedli wzrokiem lekko zdezorientowani, jako że właśnie rozmawiali o Teddym i jego rodzicach, głaszcząc go po wciąż dwukolorowej czuprynce i nie wiedzieli o kim mowa.
- I to jeszcze jak. – George potwierdził z szerokim uśmiechem. – Rodzina jak z obrazka.
- Spadaj George. – Ginny warknęła na brata.
- Kiedy ja mówię poważnie, siostro. Z Tedem wyglądacie na prawdziwą rodzinę.
- Daj spokój. – Harry postanowił włączyć się do rozmowy. – My się nie nadajemy do wychowywania dzieci. Nie mamy o tym pojęcia.
- Jednak świetnie sobie z tym radzicie. Czego szkrab jest dowodem.
- Dzięki, Audrey. – Odparł jej z przekąsem.
- Panna Merryflower ma rację. Jeszcze nie widziałam, żeby Teddy spędził tyle czasu u jednej osoby i nie domagał się kolejnego opiekuna. – Pani Tonks wtrąciła spokojnym głosem. – Macie rękę do dzieci i tego nie możecie się wyprzeć.
- A to, jak się z nim bawiłeś całe popołudnie, mimo zmęczenia pracą, jak go potem karmiłeś. Zachowujesz się jak rasowy ojciec, Harry. Robisz to lepiej niż ja. Prawda kochanie? – Artur zwrócił się do żony. Mina Molly nagle skwaśniała. Popatrzyła na swoją córkę i jej narzeczonego i bez słowa wróciła do rozmowy z Audrey, ponownie się uśmiechając.
- No, to wszystko jasne i ustalone. – George zatarł ręce. – To kiedy możemy spodziewać się kolejnego Weasleya? – Molly niemal rozpłatała widelcem swój talerz.
- Pottera. – Poprawiła go Angelina.
- Hej, odczepcie się od nas.
- Nie planujemy żadnego dziecka.
- Sam sobie zrób dziecko George.
- Sam ze sobą nie dam rady. – Wszyscy wybuchnęli śmiechem. – A wy możecie. – Jego matka ponownie skrzywiła się paskudnie.
- Nam się nigdzie nie śpieszy.

Harry z Ginny zaczęli gwałtownie protestować, na docinki rodziny. Przestali dopiero, gdy nagły szum zaczął wybudzać Teddyego.

- Ciii, śpij synku. – Ginny szepnęła do malca, całując mu czuprynkę. Harry wygodniej oparł chłopca na swoim ramieniu, a ten ponownie odpłynął. Uśmiechnęli się na widok zadowolonej twarzyczki małego Lupina, a kiedy podnieśli wzrok ich oczy się spotkały i pomyśleli o tym samym.

Z przeciwnej strony stołu obserwowała tą scenę dwójka ich najlepszych przyjaciół. Tylko oni usłyszeli jak Ginny, szepcze do małego „synku”. Nie mogli się nadziwić jak, myślący tylko o pracy, Harry, oraz szalona, nieodpowiedzialna i przedkładająca działanie nad planowanie, Ginny, mogli tak się zmienić, gdy w ich ramionach pojawiał się ten malec.
Nie mogli się nadziwić tym bardziej, że wiedzieli jak wygląda codzienność w ich związku.

- Są niesamowici. – Ron szepnął do ucha Hermiony, obejmując ją delikatnie i patrząc na swoją siostrę i przyjaciela.
- Tak. To jak na siebie patrzą. Jakby nic prócz nich nie istniało. – Spojrzała na siedzących po przeciwnej stronie zakochanych. Ginny wtulała się w Harrego, a on ją obejmował, delikatnie wodząc palcem po jej długiej, nagiej szyi. Na ich kolanach spał smacznie mały chłopiec o dwukolorowej czuprynce. – Czasami aż się rumienię, to takie intymne.
- Tak, trochę przesadzają, ale nie o to mi chodzi. – Ron zaczął delikatnie bawić się włosami Hermiony, robił to bardziej dla zajęcia trzęsących się rąk, aniżeli przyjemności. Był niezwykle zestresowany. – Kiedy jesteśmy w pracy, a oni mają wspólną zmianę. Oni się kłócą, niemal skaczą sobie do oczu, Ginny idzie do Harrego zapytać o coś czego nie rozumie na kolejny tekst. A on prycha, że jak nie rozumie, to nie powinno jej tu być, a zaraz potem tłumaczy jej to aż do znudzenia. Kiedy Ginny marudzi, że nie znosi prawa, mówi jej, że nie powinna być aurorem, jak nie znosi prawa. Ale przed samym testem życzy jej powodzenia, a potem cieszy się razem z nią.
- A w domu pomaga jej w nauce.
- Tak, raz byłem u nich w domu. Potrzebowałem od Harrego notatek. Wpadłem zaraz po służbie i trafiłem w środek kłótni. To było straszne, normalnie myślałem nad zwianiem. – Hermiona parsknęła śmiechem. – Kłócili się o to, że Ginny powinna sobie odpuścić, a ona ani o tym myślała. Trzaskały drzwi, drżały ściany, lecąca przez kuchnię solniczka minęła mnie o cal. Hektor i Łapa ukryli się gdzieś na drugim piętrze i ani myśleli się ujawnić. Ale nie minęło pięć minut, a już się śmiali, Ginny coś mu pokazywała. On ją obcałowywał, żartowali sobie, jakby kłótnia nie miała miejsca. Kiedy ich zmiany się pokrywają, to Ginny przychodzi z Harrym, dwie godziny przed swoją zmianą. Na szóstą rano, wchodzą trzymając się za ręce, całują na dobry początek dnia, a po paru minutach skaczą sobie do oczu. Potem, po pracy Harry czeka na nią dwie godziny i wychodzą trzymając się za ręce.
- Tak, oni są niesamowici. – Przytaknęła Hermiona. – W tym związku nigdy nie będzie nudy. Prędzej się pozabijają niż zanudzą. Ale czego się spodziewać, gdy łączy się takich dwoje?
- Co ci znów chodzi po głowie?
- Weasley i Potter. Silna, wojownicza, pewna swego i zadziorna, Weasley i uparty jak osioł, przekonany o swojej racji, ale też pełen serca, Potter. – Powiedziała lekko podekscytowanym głosem. – Ona, właśnie zaręczyła się ze swoim idolem, gwiazdą rocka. On całkowicie się zatracił i gotowy jest oddać za nią duszę. To będzie burzliwy, ale niezniszczalny związek.
- Tak? Pani profesor, a jacy my będziemy? – spytał, przytulając ją mocniej.
- Dobre pytanie.

Kiedy słońce zniknęło za horyzontem, na stole pojawił się wielki tort przyozdobiony emblematem biura aurorów. Molly, nie chcąc honorować urodzin Harrego, ale i nie wiedząc jak uhonorować zaprzysiężenie Rona, wetknęła w niego ze sto świeczek, które mieli zdmuchnąć. Wraz z zajściem słońca i zapadaniem zmroku, zapłonęły wyczarowane przez Harrego kolorowe lampiony. Nad sobą i Ginny zawiesił czerwony w kształcie serca. Taki sam dostali George i Angelina, ale oboje, mocno zirytowani, wysadzili go różdżkami w powietrze. Ze wszystkich stron sypały się toasty na cześć Harrego i Rona. W pewnym momencie Ron powstał z kieliszkiem w dłoni.

- Chciałbym coś powiedzieć, jeśli można. – Harry poruszył się niespokojnie, wyprostował w krześle, a w schowaną pod stół dłoń natychmiast wyskoczyła różdżka.
- Co się dzieje? – Ginny szepnęła do niego zaniepokojona. Ale potrząsnął tylko głową, wpatrując się z kpiącym uśmiechem w mówiącego przyjaciela.
- Jest mi niezmiernie miło, że tutaj jesteście. Rodzina, przyjaciele. Neville jak wiemy jest zajęty, ale już złożył nam życzenia.
- Święta prawda. – Potwierdził Harry.
- Trochę kazaliśmy dzisiaj na siebie czekać, ale odwiedzaliśmy z Harrym mugolskie strony. – Zrobił krótką pauzę, nie bardzo wiedząc gdzie ma spojrzeć. W końcu jego wzrok padł na Harrego, a ten, nadal kpiąco się uśmiechając skinął głową, by przyjaciel kontynuował. – Dzisiaj świętujemy dziewiętnaste urodziny Harrego. Starzejesz nam się chłopie. Tylko patrzeć siwych włosów.
- Lepsze siwe niż rude. – Ginny i Hermiona spojrzały na niego jednocześnie. – Oczywiście rudowłose kobiety są cudowne. – Zreflektował się raptownie. Wszyscy wybuchnęli śmiechem. – Już ci się nie wtrącam. Zostajesz sam z tą przemową. – Wyszczerzył się do przyjaciela.
- Dzięki ci stary, jak zawsze pomocny. Dzisiaj też, zebraliście się, by pogratulować mi zostania aurorem. Cieszę się, że mogę dzielić z wami tą chwilę. Wiem jak wiele wam wszystkim zawdzięczam i prawdopodobnie bez was bym tego nie osiągnął. Na pewno zaś, nie osiągnąłbym tego bez ciebie, Hermiono. – Spojrzał na swoją dziewczynę. – Pomagałaś mi w przygotowaniach do każdego testu i egzaminu, a przez wszystkie wcześniejsze lata naszej znajomości dawałaś w kość jak nikt inny. – Wszyscy, prócz Harrego, wybuchnęli śmiechem. Śmiała się nawet adresatka tej wypowiedzi. Nie potrafię sobie już wyobrazić, jak mogłoby wyglądać życie, gdybyś nie była przy mnie. – Ron upadł na kolana, a Harry delikatnie machnął pod stołem różdżką. W dłoni jego przyjaciela, wśród złotego błysku, pojawił się pierścionek z diamencikiem osadzonym w delikatnej lilii. – Hermiono Jane Granger, czy zechcesz uczynić mi ten zaszczyt i spędzić resztę życia u mego boku, jako moja przyjaciółka, miłość mego życia i żona?
- Ronald… Ja… Tak się nie robi, wiesz jak ja nie znoszę niespodzianek! – wykrzyknęła, tupiąc nogą, a Ron zbladł. – Och, ależ oczywiście, że tak! Po co w ogóle pytasz! – Ledwie padło słowo tak, nad ich głowami pojawiła się złota szarfa, układająca się w ogromne serce, kolejne dzieło Harrego.
- Wy to ukartowaliście? – Ginny zapytała Harrego, płacząc i klaszcząc jednocześnie. – Wiedziałeś od samego początku, że tak będzie.
- Do samego końca sądziłem, że stchórzy. – Harry odparł, przyłączając się do oklasków. – Przegrałem z Nevillem dziesięć Galeonów.
- Jesteś okropny. – Walnęła go pięścią w ramię. – Tak nisko cenić swojego przyjaciela.
- Fakt, mogłem założyć się o dwadzieścia, ale więcej bym stracił.
- Wiesz, że nie o tym mówię, powinieneś go wspierać, a nie zakładać się, że stchórzy. – Przy każdym słowie okładała go pięściami.
- Wspierałem, poleciałem razem z nim do Grangerów. To nie było proste. Wejść do mugolskiego szpitala. Powiedzieć małżeństwu dentystów kim się jest i z miejsca poprosić o rękę ich córki. – Harry złapał jej ręce i ucałował piąstki, którymi go biła. – Szczerze mówiąc, miałem pietra.
- Harry Potterze! – Dobiegło z przeciwnego krańca stołu. To Hermiona oderwała się wreszcie od Rona. – Knułeś razem z nim! – Powiedziała oskarżycielsko.
- Skąd, do końca sądziłem, że tego nie zrobi.
- To niby czemu ty miałeś pierścionek?!
- Bo bałem się, że z tych nerwów gdzieś go zgubi i zostanie bez żony i bez pierścionka. – Harry uśmiechnął się, wzruszając ramionami.
- Dług jest znowu mój! – wykrzyknęła, a Harry delikatnie się skłonił.
- Jaki znowu dług? – zapytała Ginny.
- Taka nasza gra. Teraz ja będę musiał zrobić coś dla niej i czuję, że cholernie drogo mnie podliczy. Idź im gratulować, moja wiedźmo.

Harry również wstał od stołu, ale w przeciwieństwie do swojej narzeczonej, trzymał się na uboczu. Chciał, by rodzina jako pierwsza złożyła świeżo zaręczonym, swoje gratulacje.

- To dlatego nalegałeś, żebym przyleciał, prawda? – Charlie podszedł do niego, jako pierwszy złożywszy gratulacje bratu i przyszłej bratowej.
- Tak sobie pomyślałem, że fajnie by było, żeby była cała rodzina.
- Taka kameralna impreza, zero presji? Nie to co oświadczyny w obecności połowy Hogsmeade. Co, Harry? – Pogromca smoków wyszczerzył się w uśmiechu.
- Tak jakoś wyszło. – Harry wzruszył ramionami. – Ja tego nie planowałem.
- W sam raz, jak dla ciebie i Ginny. Dwie gorące głowy. Nikt inny nie wpadłby na to, by się zaręczać, kiedy wokół leży mały tłumek zbirów. Chętnie bym to zobaczył. – Charlie walnął go mocno w plecy.
- Ty mi powiedz, Harry. – Nagle zmienił temat. – Bawisz się w kupidyna, czy coś? – Harry spojrzał pytająco na pogromcę smoków. – Nie wmówisz mi, że zaprosiłeś tą Audrey, bo pomogła ci w czymś tam. Siedzą z Percym jak na szpilkach.
- Może czas, by któreś się ukłuło i wyśpiewało co i jak? – Harry odparł spokojnie. – Andromedo. – Zwrócił się do wyłaniającej się z niewielkiego tłumu pani Tonks. – Zechcesz potrzymać młodego czarodzieja?
- Ależ oczywiście i tak dałeś mi całe wolne popołudnie od łobuza. Leć gratulować Ronaldowi. – Przejęła chłopca, który spał, nieświadom zmiany opiekuna.

Oświadczyny zostały przyjęte z taką samą dozą zaskoczenia – Ronowi udało się nie pisnąć nikomu ani słówka – co i radości. Wszyscy zastanawiali się, jak doszło do tego, że tych dwoje, którzy tak często nie mogli ze sobą wytrzymać, teraz zamierza się pobrać. Mimo ogólnego zaskoczenia, nikt nie skąpił świeżo upieczonym narzeczonym oklasków i gratulacji. Molly Weasley promieniała nie mniej od odrobinę speszonej Hermiony i chlipała na ramieniu Artura, jednocześnie będąc najszczęśliwszą matką na świecie. Jakże odmienna była to reakcja od tej, jaką zgotowała jemu i Ginny, prowokując swoją córkę do natychmiastowej wyprowadzki…

Tłumek wokół zaręczonych wreszcie się przerzedził.

- A oto i Harry Potter. – Hermiona przemówiła, nim zdążył podejść. – Ja ci tego nie zapomnę.
- To groźba czy obietnica? – Harry spytał przewrotnie – bo czasami ciężko to u was, kobiet, rozróżnić. – Ginny głośno chrząknęła. – W każdym razie, najlepszego. – Przytulił mocno Hermionę. – Takiej drugiej pary jak wy, nie będzie.
- Dzięki Harry. – Hermiona uśmiechnęła się delikatnie.
- Gratulacje, stary. Auror i to przed terminem. – Z jakiegoś powodu i Ron i Hermiona jednocześnie się zaczerwienili. – Tego samego dnia zaręczony. Boję się spytać co dalej, skoro tak ci pięknie wszystko wychodzi.
- Dzięki, ale bez ciebie bym tego nie zrobił. Spanikowałbym już na samym początku.
- Bzdury, ja tam do końca wierzyłem, że tego nie zrobisz. Na pocieszenie, Neville ci kibicował.
- Na jakim początku? – Hermiona zainteresowała się ich rozmową.
- Ronald jest grzecznym chłopcem – odpowiedziała jej Ginny – i w przeciwieństwie do Harrego najpierw zapytał twoich rodziców o zgodę.
- Rodzice wiedzą?! – Hermiona wykrzyknęła zszokowana.
- Zostawmy ich. – Harry szepnął do Ginny, biorąc ją pod rękę.

***

Choć zabawa urodzinowo–zaręczynowa trwała do późnych godzin nocnych, goście zaczęli się wykruszać zaraz po złożeniu gratulacji świeżo zaręczonej parze. Pierwsza zniknęła Andromeda, tłumacząc się koniecznością położenia Teddy’ego do łóżeczka. Niedługo po niej Audrey podziękowała za zaproszenie i wspaniałą zabawę, ledwie jednak zniknęła z kręgu światła rzucanego przez lampiony, Percy poderwał się z miejsca i bardzo przepraszając rodzinę, również wymówił się z dalszej zabawy, tłumacząc nawałem pracy w domu. Wszyscy, prócz zaaferowanej zaręczynami Molly, uśmiechnęli się pod nosem, wiedząc już, co się święci. Harry był pewien, że Audrey czeka na Percy’ego przy furtce. Angelina wytrwała z Weasleyami najdłużej, dopiero przed jedenastą rozkazała Georgowi iść do łóżka i wyspać się przed kolejnym dniem pracy. Sama zaś deportowała się do uroczego Southend-on-the -Sea.

Mimo opuszczenia domu przez większość z gości, Nora bynajmniej nie świeciła pustkami. Molly udało się ubłagać Ginny do pozostania na noc w Norze. Córka tanio jednak skóry nie sprzedała i zażądała obecności Harrego pod tym samym dachem. Przeczuwając kłopoty, Artur wyraził na to zgodę. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, w Norze pozostała również Hermiona, która miała tutaj spędzić weekend, oraz przybyły z Rumunii, Charlie.

Pomimo, że pozostające w Norze najmłodsze dzieci Weasleyów pozostawały już w związkach niemal formalnych, Molly zadbała o świętość pod swym dachem. Harry, który otrzymał już status persona non grata tego domu i był w nim jedynie tolerowany i to na wyraźne żądanie Ginny i Artura, został umieszczony na trzecim piętrze. Tak daleko od Ginny jak to tylko było możliwe. Hermionie natomiast dostał się pokój po Percym, o piętro niżej. Molly liczyła najwyraźniej, że drewniane schody są przeszkodą nie do pokonania.

Było już po północy, kiedy tak cicho, jak to tylko było możliwe, po schodach wspinała się zwiewna postać. Ostrożnie stawiając każdy krok, w obawie przed skrzypnięciem drewnianych schodów. Jak dotąd udawało się to perfekcyjnie.

- Wybieramy się dokądś, panno Granger? – Hermiona aż podskoczyła, słysząc cichy głos, za swoimi plecami. W drzwiach które właśnie minęła stał Harry, nonszalancko opierając się o futrynę.
- A ty to co, środek nocy, a ty w pełni ubrany. – Mocniej zacisnęła na sobie okrywający ją krótki szlafrok.
- No właśnie, ja jestem w pełni ubrany. – Uśmiechnął się kącikami ust. – Chyba rozumiem, czemu Ron tak się cieszył, że wreszcie wychodzę. – To było wbrew naturze, jak sądziła Hermiona, ale Harry bez problemu skupiał uwagę na jej twarzy, pomimo że jej szlafrok był niemal nieprzyzwoicie krótki. – Nie musisz się tak skradać. – Kontynuował swobodnie, jakby rozmawiali w kawiarni przy filiżance czarnego, gorącego napoju. – Rzuciłem na pokoje Molly i Charliego zaklęcia zagłuszające. Dasz wiarę, rzuciła czar wyjca na schody pomiędzy pierwszym a drugim piętrem, jakby to była przeszkoda. – Delikatnie wzruszył ramionami.
- Mhm… – mruknęła w odpowiedzi.
- Jak wracałem od Rona to wypadła na korytarz, żeby sprawdzić kto idzie, a przysięgam, że ani jedna deska nie skrzypnęła mi pod nogami. Doprawdy nie wiem, jak wy sobie radziliście pod jej dachem do tej pory. – Gdyby schody oświetlone były choć jednym punkcikiem światła, Harry zobaczyłby rumieńce na twarzy Hermiony. W panujących ciemnościach, widział jedynie nerwowe gesty, gdy nie wiedziała co ma zrobić ze swoimi rękoma.
- No my, tego, tutaj…
- Och, jeszcze nie musieliście się kryć przed czujnym uchem Molly. – Uśmiechnął się trochę do Hermiony, trochę do własnych wspomnień.
- Na litość boską! – Hermiona niemal wykrzyknęła świadoma zaklęć zagłuszających. Gdyby ich nie było, zapewne też by wykrzyknęła. – Nie będziemy na ten temat rozmawiać na schodach. – Wepchnęła Harrego do zajmowanego przez niego pokoju Billa i zamknęła za nimi drzwi. – Czy Ron coś mówił? – spytała zdenerwowana.
- Ale o czym? – Harry starał się złapać nowy wątek rozmowy.
- No, ale cieszył się, że wychodzisz. Czy coś jeszcze robił?
- No tak i był roztargniony, ale to u niego normalne. – Harry uśmiechnął się, chcąc rozbawić odrobinę podenerwowaną Hermionę.
- I nic więcej, zupełnie nic więcej z tobą nie rozmawiał?
- Coś rozmawialiśmy, o Nevillu, o jego zaprzysiężeniu.
- Ale o tym rozmawialiście?
- O twoich odwiedzinach? Nie. – Harry uśmiechał się szczerze do Hermiony. – Spokojnie, mówiłem ci. Molly was nie usłyszy, możecie się nie stresować. Możecie czuć się równie swobodnie, jak w każdym innym miejscu w jakim się spotykaliście. – Przez chwilę trwała pełna napięcia cisza, kiedy Hermiona starała się wreszcie zebrać na odpowiedź.
- My, wy… Harry, my nie mieliśmy okazji mieszkać razem, jak ty z Ginny. – Wypowiedzenie tego zdania przyniosło jej najwyraźniej niewyobrażalną ulgę. Odetchnęła głęboko i opadła na nieposłane łóżko.
- Myślę, że rozmawiasz w tej chwili z niewłaściwą połową tego związku. – Odpowiedział niepewnie, rozumiejąc wreszcie zdenerwowanie Hermiony. Po raz pierwszy uciekł wzrokiem od jej twarzy, wpatrując się gdzieś, w pusty kąt pokoju. – Nie jestem pewien, ale to chyba jest rozmowa między kobietami? – Usiadł obok swojej przyjaciółki.
- Myślę, myślę, że ty jesteś właśnie tą osobą, z którą potrzebuję rozmowy. Nie zapomnij, że masz u mnie dług.
- To się nie liczy. Dług jest nadal twój. – Delikatnie pogładził ją po ramieniu. Sądził, że to właściwy gest w tej chwili. Ale co on wiedział? – Chcesz się wygadać? – spytał łagodnie.
- Nie. Powiedz, jak wy? No wiesz…
- Spontanicznie i z nutką adrenaliny, z Molly śpiącą pod nami.
- Aha. Ale przed…?
- Przed zaręczynami, tak. Hermiono. Nie wiem czy to co powiem jakoś ci pomoże, ale… Wy nie jesteście nami. Nigdy tacy nie byliście, nigdy nie będziecie i być się nie starajcie. Coś czuję, że wy się umówiliście na dzisiejsze spotkanie. – Hermiona sztywno kiwnęła głową. – Nie jestem kobietą, nie wiem co w tamtej chwili myślała Ginny, dlatego to z nią powinnaś rozmawiać.
- Chcę z tobą. – Hermiona ucięła krótko.
- W takim razie, moja rada. Zapomnij na co się umawialiście. Pójdźcie i porozmawiajcie. Za kilka godzin może się okazać, że przegadaliście całą noc. My mamy takie noce. Może się też okazać, że jej nie przegadaliście.
- Harry. Czy on i Lavender? – Głos jej zamarł.
- Czy ty i Krum?
- Nie!
- Sama sobie odpowiedziałaś. Myślę, że powinnaś już iść, którykolwiek pokój wybierzesz, swój czy jego. Tylko pamiętaj, to ma być zabawa, nie obowiązek. – Przytulił jej głowę i delikatnie pocałował w skroń, tak jak się całuje siostrę.
- Dziękuję. Jesteś prawdziwym przyjacielem. – Hermiona dała mu całusa w policzek i podbudowana rozmową ruszyła do drzwi.
- I pamiętaj. Dom jest wygłuszony. Nawet Ghula zakneblowałem. – Hermiona uśmiechnęła się na tą ostatnią uwagę i zamknęła drzwi.
- Kto by pomyślał, że tyle w panu empatii, panie Potter. Może powinien pan porzucić aurorstwo na rzecz kolumny poradnikowej w Czarownicy?
- A może następnym razem, powinienem wygłuszyć co niektóre kąty pokoju? – Tuż przed nim zmaterializowała się Ginny, ubrana tylko w delikatną koszulkę nocną, z jego peleryną niewidką w dłoni. – Niegrzecznie jest podsłuchiwać. – Uśmiechnął się do niej szyderczo.
- To nie ja zaprosiłam ją do środka. – Odcięła mu się.
- Sama się zaprosiła. – Wzruszył ramionami. – Zażalenia możesz składać w pokoju swojego brata.
- Mhm. Ale ja poważnie mówiłam. Wiele w tobie empatii, Harry. – Delikatnie pogładziła go po torsie. – Oh, na Merlina. – Jęknęła. – Naprawdę świetna ta twoja iluzja ale już ci nie potrzebna. – Machnęła jego różdżką, a okrywające go ubranie zamieniło się w mgłę i rozpłynęło.

***

- Możesz mi powiedzieć o co chodziło? – Ginny spytała znienacka, patrząc mu w oczy, kiedy kilka godzin później leżeli w ciszy w pokoju, oświetlonym jedynie światłem kilku świec.
- Ale z czym, moja wiedźmo? – Harry zwykł ostatnimi czasy nazywać Ginny w ten sposób, a ona zawsze pąsowiała, choć sama wymyśliła to określenie.
- Z czaderskim wyglądem, o którym mówił Ron?
- Usłyszałaś to – mruknął niezadowolony.
- No więc? Czy może mam zapytać Rona? Zapewne nadal jest u siebie. – Udała, że wstaje, ale Harry przyciągnął ją ponownie i przytulił do siebie.
- Dostałem dzisiaj list.
- To się zdarza, słucham dalej.
- Taki jeden francuski młodzieżowy brukowiec chce wejść do Anglii.
- Jaki brukowiec?
- Coś o pierdołach dla młodych. Modne miejsca, modne romanse, co jest teraz modne, co modnie jeść i takie tam.
- Brzmi ciekawie. Mów dalej. – Zanurzyła dłoń w jego włosach, delikatnie się nimi bawiąc.
- Piszą też o stylu, fryzurach i ubraniach i wymyślili sobie, że mam być twarzą ich artykułu: „Czaderski wygląd to połowa sukcesu.” Chcą mieć mocne wejście, a ja mam je zapewnić. – Przewrócił oczami.
- Fatalny tytuł. – Ginny mruknęła, mocniej się w niego wtulając. – Muszą go koniecznie poprawić.
- Tak, tak im napiszę. Niech myślą, że jestem zainteresowany. – Uśmiechnął się na samą myśl o takim pomyśle.
- Ale ty jesteś zainteresowany! – Oderwała się od niego i spojrzała prosto w oczy.
- E, nie, nie jestem? – Harry ani myślał opuścić wzroku.
- Ależ jesteś – powiedziała z pełnym przekonaniem. – Kiedyś prasa tylko o tobie wspominała, teraz, tym artykułem z czerwca, umieściłeś się w centrum uwagi wszystkich pism dla kobiet i młodych czarodziejów.
- Ja chciałem tylko wyjaśnić wiele spraw – powiedział spokojnie. – Przecież wiesz.
- Przecież wiem. Ale tak bardzo starałeś się nie zdradzić naszych sekretów, że wyszedłeś na przystojnego, tajemniczego amanta, który szuka prawdziwej miłości i w dodatku szanuje kobiety. Ideał każdej kobiety.
- Chciałem cię ochronić.
- I cudownie ci się udało. Ale trochę się później zapędziłeś i zamiast odmówić komentarza, zabroniłeś napisać o naszych zaręczynach, no a potem wypłynęło to zdjęcie…
- Hej! To nie było fair, prawie miesiąc siedziałem we Francji, ponad miesiąc w Chinach i nie wyśledziła mnie żadna magiczna gazeta. Poleciałem do Norwegii na kilka dni i musiałem trafić do gazety i to w dodatku mugolskiej i od razu Prorok musiał to wyniuchać?
- Najwyraźniej musiał i opublikował.
- Opublikował, bo podrobiłaś mój podpis pod zgodą na publikację. – Delikatnie popukał ją w nosek.
- Było donieść Prorokowi, a nie smęcić.
- Jakbym doniósł Prorokowi to byś miała sprawę o podszywanie się pod urzędnika ministerstwa.
- To było mi dać klapsa, jak donieść nie mogłeś. – Przewróciła oczami.
- Narozrabiałaś i jeszcze byś chciała nagrodę dostać?
- Pewnie, że bym chciała, bo dobrze zrobiłam. Trzeba zrobić ci dobry image.
- Po co?
- Żebym mogła opowiadać kiedyś wnukom, że wyrwałam aurora z pierwszych stron gazet. – Jej oczy błyszczały w świetle świec i pełne były brązowych błyskawic, ale nie takich groźnych, takich cudownych, które uwielbiał. Utonął w jej oczach, a potem ponownie się w siebie wtulili.
- Ja tylko pragnę żyć spokojnie i… hej! Jakim wnukom? – Wyszeptał w burzę jej rudych włosów.
- Jak to jakim? – Oburzyła się. – Zamierzam mieć wnuki, a skoro pragniesz żyć spokojnie, to pewnie i ty.
- Może zostawmy te wnuki. – Przerwał temat, przypominając sobie rozmowę przy kolacji. – Nadal nie rozumiem po co mam być w prasie.
- Jesteś sławny. Jesteś aurorem. Jeździsz po świecie. – Odparła ze znudzeniem.
- Mam przepiękną narzeczoną? – Wpadł jej w słowo.
- Nieskromnie, nie zaprzeczę. Nawet na krańcu świata, media i tak cię znajdą. One cię pragną.
- Ale ja nie pragnę ich. Nie chcę się stroić do gazet.
- Abstrahując od gazet. Twoim strojem musimy i tak się zająć. Tych jeansów i koszuli w kratę muszę się pozbyć.
- Przecież już je ze mnie zdjęłaś.
- Nie o… – W tym momencie w pokoju delikatnie pyknął alarm. Ktoś szedł po schodach i tym kimś nie była Hermiona.
- Mama. – Ginny szepnęła wystraszona.
- Znikaj. Pokój też wygłuszyłem. – Dostał szybkiego całusa, a ktoś strzelił biczem przy samym jego uchu i pościel w miejscu, gdzie przed chwilą leżała Ginny, delikatnie opadła. Szybkim ruchem zlikwidował wszystkie świeczki i posłał patronusa, który zamiast przez drzwi, wleciał wprost w sufit. W chwilę później drzwi do pokoju otworzyły się powoli, a Molly cichutko weszła do środka. – Normalnie, w tej sytuacji, każda inna osoba leżałaby spetryfikowana, albo martwa. – Harry powiedział spokojnym, rzeczowym tonem. – Powstrzymałem się jedynie ze względu na Ginny.
- Czemu nie śpisz? – spytała ostro, wzrokiem omiatając pomieszczenie.
- Spałem, ale ktoś mnie obudził, wchodząc do pokoju. Ginny nie ukrywa się w żadnej szufladzie, może pani przestać szukać. – Molly zatrzasnęła drzwi, trochę nazbyt mocno. Harry usłyszał, jak pospiesznie schodzi po schodach. Nie był pewien, do Ginny czy Hermiony. Dowiedział się tego po kilku godzinach, podczas śniadania.

- Dzięki, Harry. – Hermiona niemal rzuciła mu się na szyję, kiedy siedział już z Ginny przy stole. Właściwie to póki przebywał w Norze, wszędzie pojawiał się z Ginny, która obawiała się, że zostanie wyrzucony.
- Proszę, ale za co? – Wyłapał zdziwione spojrzenia Rona i Molly.
- Za… za zawał serca. – Wybrnęła dyplomatycznie. – Gdyby nie deportacja… – dokończyła szeptem i wsunęła się na odstawione przez Rona krzesło, przytulając się do narzeczonego. Harry nie musiał pytać, jak skończyła się noc.
- Ekhmm. – Molly odchrząknęła teatralnie. – Ronald, Hermiono, czy myśleliście już, gdzie zamieszkacie? Pokój Rona jest dość mały i może być wam niewygodnie, a nie wiem jak zareagowaliby twoi rodzice na nagłe pojawienie się Ronalda. – Zrobiła krótką pauzę. – Może pomóc wam w wynajęciu jakiegoś mieszkania? Ron z pensją aurorską i naszą pomocą, dałby radę. Moglibyście szybko się usamodzielnić… – Resztę wypowiedzi przerwał głośny szczęk upadających na talerz sztućców i huk przewracanego krzesła.
- To już przesada! – Ginny wydarła się tak, że Harremu włosy jeszcze bardziej stanęły dęba. – My z Harrym to jesteśmy „za młodzi i zbyt nieodpowiedzialni na zaręczyny. Nie pozwolę by moja córka marnowała sobie życie w związku z człowiekiem który nie potrafi zadbać o siebie, a co dopiero mówić o innych i jest zupełnie pozbawiony rozsądku.” Tak to szło, Mamo? – Ostatnie słowo zaakcentowała tak, że zabrzmiało jak coś pomiędzy szyderstwem a obelgą. – Nam nie pozwoliłaś zamieszkać razem?! Musiałam się wynieść z domu, jakbym była wyklęta, a im proponujesz pomoc w wyprowadzce? – Każde kolejne słowo mówiła o oktawę wyższym głosem. – Harry, wracamy do naszego domu! – Powiedziała spokojnie, do swojego narzeczonego.
- Ginny?
- Idziemy. – Powtórzyła z naciskiem.
- Kochanie. Uspokój się, chciałbym zostać tutaj na śniadaniu. Tak dawno nie widzieliśmy się z Hermioną.
- Ależ Ron i Hermiona są zaproszeni do nas – powiedziała z oburzeniem. – Przecież to takie oczywiste. Idziemy?
- Wiedźmo, usiądź proszę. – Widział, że argumenty na nią nie zadziałają, chciał więc ją udobruchać. – Przecież sama nie chcesz stąd wyjeżdżać.
- Nie wiedźmuj mi tu – prychnęła. – Właśnie, że chcę! – Stała już w progu. Harry postanowił zagrać nieczysto.
- Ginewro! – powiedział z uprzejmym uśmiechem, od którego Ronowi włosy na karku stanęły dęba ze strachu. – Usiądź z powrotem. Mówię to jako auror starszy stopniem. – Kadeci, nawet poza służbą, mieli obowiązek wypełniania poleceń starszych stopniem oficerów, oczywiście w pewnym ograniczonym zakresie, ale Harry postanowił „zinterpretować” przepisy. – Czy mam wpisać do raportu odmowę wykonania bezpośredniego polecenia? Wiesz, że zrobię to z przyjemnością. – Dodał z jeszcze serdeczniejszym uśmiechem, od którego i Hermionie ciarki przeszły po ciele. Ginny buntowniczo zarzuciła burzą włosów, ale powróciła na swoje miejsce. Przez cały ten czas, nikt nie odważył się odezwać. Hermiona zrozumiała właśnie, czemu Ron miał ochotę uciekać, gdy tych dwoje naprawdę się kłóciło.
- Podwójne standardy – warknęła, patrząc w talerz. – Ron, Hermiono. Oczywiście cieszę się, że będziecie mogli zamieszkać razem. To takie cudowne, gdy mieszka się z dala od czujnych oczu mamusi. – Posłała matce jadowite spojrzenie. Molly nawet się nie zarumieniła. – Chętnie pomogę wam w szukaniu ładnego mieszkanka, a może domku? Musicie koniecznie zamieszkać blisko nas i nas ciągle odwiedzać. – Trajkotała zupełnie innym tonem. – Tak rzadko się widujemy, Hermiono.
- Będziecie miały okazję do częstszych spotkań. – Harry upił łyk soku, by w szklance ukryć uśmiech, jaki wystąpił na jego twarz. Nie zdołał jednak ukryć oczu, w których igrały ogniki.
- O czymś nie wiem? – Jednocześnie zabrzmiały trzy głosy.
- Aurorzy od siedmiu boleści. – Harry mruknął, teatralnie patrząc w sufit. – Chcą śledzić śmierciożerców, a nie wiedzą co się w ich ministerstwie dzieje.
- Nie wszyscy mają zaszczyt dowiadywania się wszystkich ploteczek, od zauroczonych młodych czarownic z ministerstwa. – Ron prychnął zdegustowany. – Co nas tym razem ominęło?
- Hermiono, mam nadzieję, że nadal pamiętasz jak się tresuje Wszy?

___________________________________________________________________________________________________

Inspirowane utworem: Psalm dla ciebie. Muz.Piotr Rubik sł.Zbigniew Książek wyk.Janusz Radek/Małgorzata Markiewicz.
___________________________________________________________________________________________________

1. Tak jak zapowiadałem, wszystkie rozdziały w tym roku, inspirowane będą jakimś utworem muzycznym. Czasami utwór może nie mieć pozornie nic wspólnego z treścią, ale zwyczajnie mocno mi towarzyszył przy pisaniu. Czasami zaś będzie się z nią wiązał bezpośrednio.
2. Ten rozdział ściśle się wiąże z opowiadaniem „Ich Pierwsza Noc” z bloga dla dorosłych (18+), wierzę w waszą błyskotliwość, sami się domyślicie, gdzie wpasować tamto opowiadanie :)

3.Prosicie mnie w komentarzach, o informowanie was o kolejnych notkach. Po prawej w kolumnie Blog, wstawiłem stronę Informowani. Wpiszcie tam proszę swoje prośby, a już o was nie zapomnę.

 

Zapraszam na spotkanie.

23 lip

Serdecznie zapraszam wszystkich na spotkanie ze mną podczas tegorocznego festiwalu fanów fantastyki Polcon, który odbędzie się w Warszawie w dniach 31.08 – 01.09 na terenach Politechniki Warszawskiej.
Będę miał niezwykłą przyjemność poprowadzić dla gości Polconu prelekcję pod tytułem „Porn Parodie w Star Trek i innych produkcjach Sci-Fi”. Prelekcja odbędzie się w sobotę 31.08 o godzinie 16.00.
Serdecznie was zapraszam, mimo że tematyka nie Potterowska. Choć omówię również porn parodię HP ;)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Opowiadanie: Rok Ósmy

 

„Zasady Gry” Harrego Pottera.

17 lip

Każdy potrzebuje w życiu zasad, którymi mógłby się kierować. W szczególności potrzebuje ich ktoś taki jak auror. W ciągu ośmiu lat, jakie Harry spędził w świecie czarodziejów wypracował sobie listę zasad, co jakiś czas dodając do niej kolejną pozycję.

Część z tych zasad już poznaliśmy.

  • Zawsze noś różdżkę.
  • Nigdy nie pozwól by artykuł był szybszy niż list do Ginny.
  • Jeśli Rita coś pisze… masz pewność, że tak nie jest.

 

Niektóre zrodziły się podczas polowania na Horkruksy:

  • Nigdy nie zmieniaj w Horkruksy oczywistych przedmiotów.
  • Nie chowaj Horkruksów w miejscach, które coś znaczą.
  • Jeśli możesz mieć czarną różdżkę lub własną różdżkę. Zawsze wybieraj własną, jest lepsza.
  •  Jeśli ktoś ma cię zdradzić, zawsze będzie to podwójny agent. Również: Tam gdzie jest przeciwnik, jest i Snape.
  • Zawsze dobrze jest mieć smoka.

 

Inne są wyrazem frustracji lub bezsilności:

  • Jeśli opuści cię przyjaciel. Licz na to, że ma wygaszacz.
  • Nie możesz sobie poradzić z jakimś zadaniem? Wyślij bandę dzieciaków, lub domowego skrzata. Załatwią sprawę w trymida.

 

Lub zapożyczył je od innych ludzi:

  • Zawsze noś przy sobie pelerynę niewidkę
  • Nieustająca czujność (Zasada wszystkich zasad)

 

W ciągu najbliższego roku będziemy poznawać kolejne zasady jakie wyznaczył sobie Harry, oraz okazjonalnie jego przyjaciele. Praca w Biurze Aurorów i zakładanie rodziny to idealny moment, by wprowadzić ład do swojego życia.

A może wy macie propozycje jakichś zasad, którymi mógłby się kierować Harry?

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Notki Specjalne

 

Nowości i Zapowiedzi.

11 lip

Powoli acz nieubłaganie upływa nam drugi tydzień wakacji. Opowiadanie „Rok Ósmy” Już dawno za nami. Jak pamiętamy zakończyło się ono małym chaosem w Hogsmeade i zaręczynami dwójki naszych bohaterów. Harry zdążył już powrócić do Anglii ze swych wakacyjnych wojaży po Oslo (mam nadzieję, że czytaliście). Najwyższa pora przygotować się na dziewiąty rok życia Harrego w magicznym świecie. Harry już niedługo przestanie być nastolatkiem, wszyscy jego przyjaciele skończyli już szkołę i wkraczają w dorosłe życie. Jak się w nim odnajdą i co czeka ich dalej. Kilka sekretów zdradzę już za chwilę. Najpierw jednak garść nowości „technicznych”.

1. Na górze bloga, po prawej stronie znajdziecie napis 18+ Znajdziecie tam adres bloga, na którym będę umieszczał opowiadania tylko dla dorosłych osadzone w świecie Harrego, które będą stanowiły uzupełnienie głównego opowiadania. Przedsmakiem takiej historii było opowiadanie Knock, Knock, Knot. Klikając „18+” Znajdziecie również aktualny spis opowiadań jakie na blogu się znajdują. Dodatkowo o każdym kolejnym będę informować pod tekstem opowiadania na tym blogu.

2. Rok Dziewiąty zostanie poprzedzony dwoma rozdziałami „Prologiem” oraz „Najgorszymi Urodzinami w Życiu”. Ukażą się one 31.07 oraz 11.08. W dni urodzin Harrego i Ginny.

3. Opowiadanie Rok Dziewiąty rozpocznie się 07.09 i kolejne rozdziały publikowane będą co dwa tygodnie od tej daty.

4. W „sondzie”, w której pytałem was która z par Ron-Hermiona, George-Angelina, Percy-Audrey, ma wziąć ślub w „Roku Dziewiątym” wygrała propozycja 3. Tak więc spodziewajcie się ślubu Audrey i Percy’ego.

5. Proszę byście aktywnie komentowali rozdziały, chciałbym byście współtworzyli to opowiadanie i wyrażali w komentarzach swoje opinie odnośnie tego co się dzieje i co chcielibyście zobaczyć w kolejnych rozdziałach.

 

Teraz garść „Spoilerów” i ciekawostek.

1. W naszym opowiadaniu ponownie spotkamy Dedalusa Diggle, Ciotkę Petunię, Cho Chang, Gabrielle, oraz przyjaciół Harrego z wymiany międzynarodowej: Zivę i Michaiła.

2. Ważną rolę w opowiadaniu będą odgrywać Malfoyowie.

3. Nad ministerstwem i bohaterami zawiśnie widmo przeszłości Robardsa.

4. „Własne Rozdziały” otrzymają między innymi Bill i Fleur, Draco oraz Dudley.

5. Już w pierwszych miesiącach nad naszymi bohaterami zawiśnie widmo tragedii.

6. Przed ołtarzem stanie ktoś, kogo zupełnie się tam nie spodziewaliśmy.

7. Jako ciekawostka: Wszystkie notki będą inspirowane utworami muzycznymi, których tytuły będę podawał pod tekstem.

 

Życzę wam wszystkiego dobrego

Kontynuator.

 

Harry Potter i Kraj Wikingów: Perła w Koronie

07 lip

Stał tam ze świadomością, że coś się kończy. Był w tym mieście tylko tydzień, a wyjazd przychodził mu ciężej niż opuszczenie Cannes czy Chin, w których spędził przecież aż miesiąc. Może to dlatego, że o przyjeździe do tego miasta zadecydował sam, że od początku do końca był to jego pomysł, nie zaś rozkaz ministra. Może chodziło o ludzi jacy mieszkają w tym mieście i ich podejście do gości. Nic nie mógł pod tym względem zarzucić Chińczykom, ale może to było właśnie to.

Ciężko przychodziło mu opuszczenie tego miejsca, bynajmniej jednak nie miał problemu z dotknięciem świstoklika w wyznaczonym momencie. Tam, po drugiej stronie morza, czekała na niego Ginny, czekało jego życie i przyjaciele, ale przede wszystkim czekała Ginny. Widział ją ledwie kilka dni, nim wyleciał tutaj. Teraz zamierzał nie odstępować jej na krok.

Wracał do domu bogatszy o wiedzę o jednej z najstarszych magii europy i to wiedzę praktyczną. Czuł, że czas spędzony zarówno na sali wykładowej, jak i poza nią, nie był czasem zmarnowanym. Dowiedział się o tym mieście i jego mieszkańcach tak wiele, że teraz, gdziekolwiek nie pojedzie, będzie wiedział by niczemu się nie dziwić. Spotkanie tak dalece odmiennej i tak dalece odmiennych, a jednocześnie tak otwartych ludzi, było czymś niesamowitym. Zrozumiał, że nie trzeba lecieć na drugi koniec świata by odczuć odmienność, czasem wystarczy przeskoczyć niezbyt szerokie może.

Znał już niemal całe miasto z jego zabytkami, muzeami, ale i najnowszą jego dzielnicą unoszącą się wprost na wodzie. Tego dnia rano uświadomił sobie jednak, że nie ma ani jednego zdjęcia, które przypominało by mu o pobycie w Oslo. Ani jednego zdjęcia, które mógłby pokazać Ginny. Wolał opowiedzieć jej o pobycie tutaj i pokazać jakieś zdjęcia, niż ryzykować, że opanowała gdzieś przynajmniej podstawy legilimencji. Przy jego tragicznych wynikach z oklumencji, bez większych problemów obejrzała by jego wspomnienia, gorzej jeśli wpadła by na te ze spotkania z Olgą. Zamierzał jej to powiedzieć, naprawdę zamierzał, ale wolał jej o tym powiedzieć, niż by dowiedziała się sama. Kobiety bywają zbyt porywcze, gdy wydaje im się, że coś wiedzą.

Peleryna niewidka zafalowała delikatnie, kiedy przesunął się o kilka metrów, by zejść z drogi grupie mugoli. Stał na szerokim żwirowym poboczu wpatrując się w najbardziej fascynujący budynek, jaki dane mu było widzieć. Wprost z wody, z dna portu w Oslo, naprzeciw dworca kolejowego, wyłaniała się biała konstrukcja z marmuru, granitu i szkła. Jej długi dach rozpoczynał się gdzieś w wodzie, gdzie nie sięgało ludzkie oko i powoli wznosił się coraz wyżej i wyżej, załamując, dzieląc i złączając na nowo. Co jakiś czas z białych pochyłości dachu wyrastała pionowa ściana szkła, niczym pęknięcie, które tworzy się w dryfującej krze, rysa na nieskazitelności lodowca.

Cały budynek, od samego brzegu wody, po czubek dachu przemierzany był przez dziesiątki turystów i mieszkańców miasta i tak miało pozostać, nieważne czy wewnątrz opery odbywał się koncert, czy też stała pusta, jej dach i ściany wiecznie żyły mrowiem odwiedzających je ludzi.

Harry wyjął aparat strzelając kilka fotografii niezwykłego budynku.

Nieubłaganie kończył mu się czas, spoczywająca w jego kieszeni moneta z wizerunkiem króla na jednej i łodzią wikingów po przeciwnej stronie zaczynała już delikatnie pulsować błękitnym światłem. Raz jeszcze spojrzał na budynek opery, fiord i ogromny wycieczkowiec zacumowany do nabrzeża. Ścisnął mocno monetę i po chwili leciał.

Wracał.

Wracał do domu.

Wracał go Ginny.

Ginny była jego domem.

Tak oto kończą się przygody Harrego w Oslo. ____________________________________________________________________________________________________

1. Nowa Opera w Oslo, to perła w koronie tego miasta, budynek wygląda jakby wyrastał z głębi wody, można chodzić po całej jego powierzchni, przez co stał się niezwykle popularnym miejscem spotkań i „bywania”, jeśli nie ma się pomysłu na zrobienie czegoś konkretnego. W dzień lśniący białym granitem i marmurem nocą oświetlany jest wielobarwnymi halogenami, przez co wygląda jeszcze bardziej fascynująco.

Polecam wam zobaczenie zdjęć Opery. Wpiszcie w google hasło „Oslo New Opera House”.

2 Na zakończenie spory Spoiler odnośnie opowiadania; „Rok Dziewiąty”. Wyglądajcie urodzin Harrego i Ginny.

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Notki Specjalne

 
 

  • RSS