RSS
 

Harry Potter i Przeklęte Dziecko – Recenzja

23 paź

Zapraszam do przeczytania recenzji nowej książki o Harrym i jego dzieciach.

http://czytadela.com.pl/recenzje-ksiazek/75-harry-potter-i-przeklete-dziecko-recenzja

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Notki Specjalne

 

Marudna panna Weasley

30 kwi

Harry przeżył wiele ciężkich chwil w swoim życiu. Nie raz przechodził przez coś, co zwykły czarodziej mógłby nazwać piekłem, nic więc dziwnego, że zastanawiał się, gdzie jest jego własne, prywatne piekło na Ziemi. Chyba wreszcie je znalazł w najmniej spodziewanym miejscu i czasie.

Stał z rozpostartymi ramionami niczym ukrzyżowany, zastanawiając się czym sobie zasłużył na ten los. Był miłym i raczej uczynnym facetem, który w dodatku szaleńczo kochał swoją wybrankę i to właśnie z jej strony cierpiał katusze. Doprawdy nie przypominał sobie, by kiedykolwiek w swym życiu zrobił coś, co zasługiwało na męczenie go wielogodzinnymi przymierzaniami garniturów.

Niepomna na jego prośby i coraz mocniej poirytowana sarkaniami Ginny ciągała go po czarodziejskich i mugolskich sklepach w poszukiwaniu idealnego garnituru na ich, zbliżający się wielkimi krokami, ślub. Oficjalny ślub, bo ten pierwszy i prawdziwy mieli w pewną sylwestrową noc na Kiribati. Do tej pory zdążył zmierzyć ze dwa tuziny czarnych garniturów, kilka niebieskich a nawet jeden złoty. Przymierzał te bez kamizelki i z kamizelką, białą, srebrną bordową, czarną, sam już nie wiedział jaką. Miał na sobie nawet frak w którym czuł się jak odrobinę przerośnięty pingwin. Może lepiej byłoby pójść do ołtarza nago? Harry przeżywał swoje prywatne piekło na Ziemi.

Harry stał więc z rozpostartymi ramionami w sklepie przy magicznej uliczce w Marsylii w oczekiwaniu, aż przemiła młoda krawcowa zdejmie z niego wszystkie miary. Co też robiła bardzo pospiesznie pod czujnym okiem Ginny.

- Wiem! – Harry wykrzyknął tak nagle, że obie kobiety aż podskoczyły. – Wiem – powtórzył ciszej nadwyraz zadowolony z siebie.

- Co takiego wiesz? – Ginny spytała z nieskrywanym zdziwieniem.

- Artykuł sto dwadzieścia cztery, paragraf siedem, punkt „c” ustawy o Ministerstwie Magii aktualizacja z końca XVIII wieku. Każdy funkcjonariusz publiczny ma obowiązek, jeśli tylko jest to możliwe w miejscach publicznych oraz w czasie uroczystości nosić strój służbowy… Muszę wziąć ślub w mundurze – dokończył z dumą, po krótkiej pauzie.

Ginny wyglądała niczym wulkan, który za chwilę ma wybuchnąć, by zmieść z powierzchni Ziemi wszystko co żywe. Gdyby tylko było to możliwe dym wyleciałby z jej uszu, błyskawice z oczu a spomiędzy zębów leciałyby iskry, gdy nimi zgrzytała. Właściwie to wszystko to było możliwe, w końcu Ginny była rasową czarownicą. Potrafiła się jednak powstrzymać przed tak widowiskowymi popisami.

- Możesz mi powiedzieć, czemu mówisz mi to dopiero teraz? – Wycedziła przez zęby.

- Teraz dopiero sobie przypomniałem.

- Przypomniałeś sobie i to dokładnie co do paragrafu? Bo uwierzę.

- W kryzysowych sytuacjach myślę o wiele szybciej.

- Uważasz więc że mamy kryzysową sytuację?!

- Odrobinę?

- Sytuacja to dopiero może zrobić się kryzysowa – wycedziła celując palcem w jego nos. – Do domu! – Padła ostra komenda.

Dopiero kiedy oboje deportowali się z ulicy młoda krawcowa odważyła się wybuchnąć śmiechem na wspomnienie miny, jaką Harry miał wychodząc.

Ginny nie była tak naprawdę zła na to że Harry wymyślił ślub w mundurze. Widziała go już nie raz w galowym mundurze i prezentował się w nim znakomicie. Była wściekła, bo sama nie znalazła sobie jeszcze sukni, a wystąpienie w stroju do Quidditha raczej nie wchodziło w grę. Nikt by go nie potraktował w kategoriach munduru, ani nawet eleganckiego stroju na taką okazję. Jej również przeszło raz przez myśl, by pójść do ślubu nago i oszczędzić sobie szukania sukni z której i tak nie będzie zapewne zadowolona.

- Cześć! – Ginny powiedziała to z taką pasją w głosie, że Hermiona poczuła jak jej kasztanowe włosy siwieją nagle w zastraszającym tempie. Hanna wcale nie wyglądała na osobę, która ma odwagę odpowiedzieć na to powitanie, a orientalnie piękna Parvatti zaczęła nagle przypominać karnacją przeciętnego Fina z dalekiej północy.

- Cz.. cześć – wydusiła wreszcie z siebie Parvatti.

Niezrażona reakcją swoich przyjaciółek Ginny już zdejmowała płaszcz rozsiadając się na skrzypiącym krześle. Jednym z mebli które obrosły taką legendą, żę Hanna nie odważyła się ich wyrzucić z dziurawego kotła z obawy o reakcję klientów. Ktoś, kiedyś siedział na tym krześle. Ktoś inny spał na jakimś stole, albo omawiał plany napadu na Gringotta i to wystarczyło by mebel stał się zabytkiem. O takich sprzętach na które sławny czarodziej zwymiotował piętnasty kieliszek whiskey, albo co gorsza umarł wolała nawet nie myśleć.

- Sytuacja jest kryzysowa – Ginny przywołała sobie zza lady małą butelką miodu i kufel.

- To będzie dwa Galleony i trzy sykle – Hanna wtrąciła nieśmiało.

- Potrzebuję waszej pomocy i to natychmiast – Monety zadzwoniły na stole. – Harry postanowił pójść do ślubu w mundurze, a ja wciąż nie mam sukni.

- Też pójdź w mundurze – Parvatti wypaliła bez namysłu.

- Nie jestem już aurorką.

- To się zaciągnij… – odpowiedziało jej tylko krzywe spojrzenie.

- Neville ma nadal przyjaciół w Patrolu… – Hanna zaczęła niepewnie.

- Bądźcie poważne – Ginny sarknęła z niechęcią.

- Raczej ty wyluzuj, Ginny – Hermiona podgrzewała sobie różdżką kubek herbaty. – Teraz przeraziłabyś bazyliszka.

- Bo sprawa jest poważna!

- Nie jest. Przynajmniej biorąc pod uwagę, że to ślub twój i Harrego.

- Przecież wiesz ile zleci się prasy. Będziemy w połowie gazet w Anglii.

- Raczej w Europie, ale zawsze możecie dać nogę i wziąć ślub, bo ja wiem. Na Kiribati? – Hermiona uśmiechnęła się odrobinę ironicznie.

- Mamy dwa miesiące do ślubu Ginny. Ja suknię znalazłam sobie w tydzień – Hanna spróbowała uspokoić płomiennowłosą kapitan Harpii.

- Ty nie byłaś nią – Hermiona rozparła się w krześle nie kryjąc już rozbawienia sytuacją.

- Dzięki za pomoc – Ginny warknęła piorunując ją wzrokiem.

- Ginny. Nie widziałyśmy się od miesięcy, a ty zamiast powiedzieć „Cześć. Co słychać, jak interes, co u dziewczynek” Ty wpadasz oznajmiając, że sytuacja jest kryzysowa. Sytuacja byłą kryzysowa jak wyleciał w powietrze bank Gringotta i nadal jest, choć akurat właścicielki barów nie mogą chyba narzekać, bo w kryzysowych sytuacjach ludzie jak nigdy chcą się napić – Hanna z Parvatti pokiwały głowami. – Ron też nie narzeka, bo reszta społeczeństwa dla odmiany chce się trochę rozerwać, więc i sklepy Georga mają niezłą passę. To co spotkało ciebie to nie jest kryzysowa sytuacja, tylko drobny problem, który można rozwiązać mając uporządkowany umysł.

- To raczej niewykonalne w moim wypadku.

- Właśnie od tego masz nas – Przyjaciółki uśmiechnęły się jednocześnie.

Zorganizowany umysł nie był tym, co było potrzebne przy zakupie sukni ślubnej dla Ginny. Przede wszystkim potrzebne były anielska cierpliwość. Gigantyczne ilości melisy i nieograniczona ilość wolnego czasu. Młoda Weasleyówna była prawdopodobnie najbardziej marudną przyszłą panną młodą w historii magicznego i mugolskiego świata razem wziętych.

Dziewczęta odwiedziły dziesiątki salonów sukien w Wielkiej Brytanii, a nawet północnej części Francji i Irlandii. Zwiedziłyby ich pewnie więcej, ale wszystkie zmieniacze czasu uległy zniszczeniu. Giiny nie potrafili zadowolić ani czarodziejscy ani mugolscy sprzedawcy białych sukienek jednorazowego użytku, jak zaczęła je nazywać Parvatti późnym wieczorem drugiego dnia poszukiwań.

Kiedy w poniedziałkowe popołudnie Ginny opuściła kolejny salon ledwie przekroczywszy jego próg Hermiona nie wytrzymała.

- Chodź! Wiem gdzie znajdziemy twoją sukienkę.

Po tych słowach zaciągnęła Ginny do znajdującego się po przeciwnej stronie ulicy mugolskiego sklepu papierniczego. Pół godziny później uzbrojona w blok papieru i kredki Ginny rysowała swoją wymarzoną suknię ślubną, a uradowane dziewczęta popijały mrożoną kawę plotkując w najlepsze.

Zdejmujący z Ginny miarę krawiec w londyńskim salonie musiał przyznać, że projekt opinającej ciało białej sukni bez ramiączek z pięknym trenem i srebrną szarfą był wcale udany i musiał wzbudzić zazdrość niejednej dziewczyny.

Ginewra Weasley była niemal gotowa do ślubu.

 

Dawno mnie nie było

22 kwi

Wiem, że dawno mnie nie było, ale kolejny rozdział powoli zaczął się rodzić, nie będzie zbyt długi, może bardziej z tych krótkich i w ciągu tygodnia trafi do waszych rąk.

Dzisiaj mam jednak do was pytanie i pragnę by jak najwięcej z was udzieliło mi odpowiedzi w komentarzu.

Czy chcielibyście czytać stare odcinki Harrego, oraz moje inne opowiadania, które powstały w różnych chwilach jako fragmenty niemal ukończonych książek, czy historie han – fiction? Jeśli jesteście zainteresowani to mogę stworzyć stronę na której będę umieszczał je, co osłodzi wam choć trochę czas oczekiwania na kolejne świeże rozdziały Harrego.

Chętnie podzielę się z wami moją twórczością, która zalega w szufladzie, jeśli tylko chcecie.

 

Pozdrawiam

Kontynuator.

 
Komentarze (20)

Napisane w kategorii Notki Specjalne

 

Wielka Rada Smoków

19 mar

Niewielu w tych i w przeszłych czasach było wśród brytyjskich czarodziejów takich, którzy wierzyli, że smoki to coś więcej niż ziejące ogniem bestie. Niewielu było takich, którzy wierzyli w smoczą inteligencję, ale smoki miały inteligencję, a w tych dniach najinteligentniejsze z najinteligentniejszych spośród nich zebrały się w zacisznej dolinie wśród niedostępnych śnieżnych gór Norwegii, by radzić na Wielkiej Radzie Smoków.

Kiedy pomyśleć o smokach, to wszystko kojarzy się ogniste. Oddechy są ogniste, temperamenty są ogniste, miłość jest ognista, ale rada, pomimo buchających z nozdrzy kłębów pary i dymu była nader spokojna. Stary, biały smok o zasnutych już wieczną mgłą oczach opowiadał przybyłym z całego świata braciom o swoim życiu.

Opowiadał o bólu, cierpieniu i zniewoleniu. O latach życia bez możliwości lotu, bez oddechu świeżym powietrzem, bez dotyku promieni słońca na łuskach. Mówił tak i mówił całymi dniami, bo język smoków należy do pradawnych i niespiesznych dialektów, a bracia go słuchali. Bracia z Rumuni, bracia z Ameryki i wspaniali chińscy bracia. Prawdziwe wolne smoki na Ziemi.

Stary biały smok się uwolnił, wzleciał ku niebu, ogrzał się w promieniach słońca, ale wiedział, że wiele smoków, o wiele więcej niż zdawali sobie z tego sprawę czarodzieje, pozostało w podziemiach banku.

Przez kolejne lata, jakie minęły od ucieczki białego smoka uwolnionego przez Harrego Pottera i jego przyjaciół w zamkniętych pod ziemią smokach narastał bunt. Pragnęły wolności, pragnęły słońca, ale ponad wszystko pragnęły cierpienia swoich oprawców. Narastająca w nich złość i pragnienie doprowadziło w końcu do wybuchu.

Wielka Rada Smoków w przeciwieństwie do czarodziejów doskonale wiedziała co się stało. Wiedziała, co się dzieje kiedy w Smokach narasta gniew, który nie może znaleźć ujścia. Smoki nie zieją ogniem dla zabawy, robią to, by nie rozsadziła ich wściekłość. Ludzie jednak tego nie rozumieją i nazywają je bezmyślnymi bestiami. Teraz potrzeba było mądrości, co zrobić, nim wieść o tym wydarzeniu dotrze do innych więzionych smoków.

Smocza mowa jest powolna i pełna mądrości, kiedy Wielka Rada Smoków skryta w górskiej dolinie rozważała co zrobić dalej poza norweskimi górami przemijały miesiące i zmieniła się pora roku.

Ziemia zaczynała kwitnąć. Pierwsze pąki pojawiały się na drzewach, ptaki zaczynały śpiewać wijąc swoje gniazdka, a czarodziejki zmieniły ciężkie zimowe płaszcze na spódnice i sweterki. Świat budził się z zimowego odrętwienia a Harry Potter kręcił się w miejscu w swoim śledztwie w Banku Gringotta, który na nowo zaczął piąć się w górę przy ulicy Pokątnej. Dobrze, że przynajmniej inni przestępcy zrobili sobie urlop wiosenny. W wolnych chwilach, kiedy nie musiał zaprzątać sobie głowy pracą, Harry spędzał czas ze swoją narzeczoną i ucząc dzieciaki w szkolnym klubie pojedynków, gdzie właśnie przebywał.

- Byliście dzisiaj świetni – powiedział, kiedy padły ostatnie czary. – Niedługo minie pół roku od kiedy się spotykamy na tej sali. Niedługo się wam znudzę, a zaraz potem pojedziecie na wymarzone wakacje. Zanim to jednak nastąpi przed nami jeszcze kilka spotkań, na których zakończenie wymyśliłem coś ekstra. Wielki turniej na błoniach zamku, na który będziecie mogli zaprosić swoje rodziny i przyjaciół spoza szkoły – Harry mówił siedząc na stole i machając nogami, co nijak nie przystawało do jego aurorskiej godności. Salę ogarną szum podnieconych głosów. – Zanim się rozejdziecie do swoich dormitorów chciałbym powiedzieć jeszcze kilka słów do tych z was, którzy właśnie szykują się do OWUTEMów i tych, którzy będą zdawać SUMy. Przez spędzone razem miesiące udało mi się was poznać. Niektórych lepiej, niektórych słabiej, a jeszcze innych nie tak bardzo jak bym tego chciał. Tym co was łączy jest fakt, że każdy z was jest wyjątkową, zdolną, wspaniałą osobą. Każdy z was może osiągnąć wymarzony cel. Dlaczego wam to mówię teraz, zamiast na ostatnim naszym spotkaniu przed wakacjami. Zbliżają się wasze egzaminy, możecie myśleć, że nie są ważne. Szczególnie SUMy. Chcę wam jednak powiedzieć, że nigdy nie jest za wcześnie, by myśleć o przyszłości. Nie zapominajcie się dobrze bawić, ale pamiętajcie także o przyszłości. Przygotowując się do SUMów wiedziałem, że chcę nosić mundur, który właśnie mam na sobie. Dzisiaj widzę przed sobą wiele zdolnych osób, Każde z was ma zdolności wystarczające, by przystąpić do egzaminów wstępnych do Biura Aurorów. Są wśród was osoby, które z chęcią zaprosiłbym do Zespołu Szybkiego Reagowania. Możecie wybrać karierę aurora, możecie wybrać karierę jaką tylko sobie wymarzycie. Świat stoi przed wami otworem, ale wybierzcie mądrze. Teraz zmykajcie już do dormitoriów.

- Brawou, brawou – Ginny zaczęła klaskać teatralnie, gdy odeszły ostatnie fanki usatysfakcjonowane autografem w zeszycie. – Piękna przemowa panie Potter. Gdybym wiedziała, że takie mądre rzeczy mówisz, już dawno bym zaczęła z tobą przychodzić.

- Prosiłem cię nie raz, byś przyszła.

- Ale zawsze miałam treningi – dała mu buziaka.

- To teraz może jakaś romantyczna kolacja, w Bristolu, albo Paryżu?

- O nie, nie, nie panie Potter. Teraz to my lecimy wybierać dla pana frak.

Harry miał cichą nadzieję, że Ginny zapomni o wypadzie po jego ślubne ciuchy. Zupełnie nie rozumiał o co jej chodzi. Do ślubu zostało jeszcze tyle miesięcy, a ona świrowała, jakby to miało być jutro, a nawet nie był to ich pierwszy ślub.

W chwili, gdy młodzi czarodzieje deportowali się na poszukiwania ślubnego fraka dla Harrego przez odległe góry Norwegii przetoczył się potężny ryk. Zakończyła się Wielka Rada Smoków.

Nadchodził czas by gobliny poniosły karę….

 
 

14 mar

…. Nikt jednak nie podszedł do tej doliny i nie opowiedział o Wielkiej Radzie Smoków…

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Opowiadanie: Rok Ósmy

 
 

  • RSS